„Zbieranie kości” Jesmyn Ward – recenzja

Opowieść o śmiercionośnym potworze, który przyniósł rozpacz i zniszczenie. Opowieść o rodzinie, o przyspieszonym dorastaniu, o stracie. O miłości i macierzyństwie też. Po wspaniałym „Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” do rąk polskiego czytelnika trafia kolejna powieść Jesmyn Ward, amerykańskiej autorki, która dwukrotnie otrzymała prestiżową Nagrodę Book Award, znów w wybitnym przekładzie Jędrzeja Polaka – „Zbieranie kości”.

Czternastoletnia Esch mieszka z braćmi i ojcem w przybrzeżnym miasteczku nad Zatoką Meksykańską. Dzieciaki przed laty straciły matkę, ojciec pogrąża się w alkoholizmie, a każde z nich udaje dojrzalsze niż jest w rzeczywistości. A teraz nadciąga huragan. Śmiercionośna Katrina, cyklon typu piątego, którego siła nie przypomina żadnego huraganu jaki kiedykolwiek przeżyła ta rodzina. Esch, jej bracia i ojciec przygotowują się na uderzenie, a dziewczyna pielęgnuje pod sercem swój bolesny sekret.

„Myśleliśmy, że huragan podniesie i cofnie wodę z bayou, dlatego wydawało się nam, że jesteśmy bezpieczni, ale Katrina zaskoczyła wszystkich swoją bezwzględnością i siłą, mocą i uporczywością. Robiła rzeczy, jakich świat nie widział.”

I znów powracamy na amerykańskie Południe, nad wilgotne błota ziemi Zatoki Meksykańskiej, nad cuchnące powolnym rozkładem bayou… Tym razem jednak nie będzie opowieści o przemocy, o okrucieństwie, o nienawiści, ale o miłości, o sile, którą musi odnaleźć w sobie rodzina, gdy jej świat rozpada się na kawałki. Kiedy w 2005 roku huragan Katrina uderzył z całą swoją mocą – nikt nie spodziewał się, jak wielkie przyniesie straty. Jak wielu ludzi utraci nie tylko swoje domy, ale swoich najbliższych. Jak bardzo odmieni się rzeczywistość Południa i jak długo będą odczuwane skutki cyklonu.

przeł. Jędrzej Polak

Podczas lektury „Zbierania kości” w czytelnika już od pierwszych stron uderza ta nieubłagana siła, która nadchodzi. Wwierca się w wyobraźnię i w serce to poczucie nieuchronnej tragedii, której staniemy się niemymi świadkami. Osacza nas lepki, duszny upał, pojawia się to stojące, przygniatające powietrze, ta brutalna codzienność, którą trudno aż sobie wyobrazić. Codzienność, która jest oczywistą rzeczywistością dla dzieciaków z Missisipi, której nie mogą i nie potrafią nawet porównać z niczym innym. Tutaj dorastająca, osamotniona dziewczynka może zajść w ciążę z równie zagubionym dojrzewającym chłopcem, nikt nie musi tego nawet zauważyć, nikt o nic nie pyta. A w tle widmo zniszczenia, widmo śmierci, huragan, który może w kilka minut zmieść wszystko z powierzchni ziemi. Dom, samochody, zwierzęta i ludzi. Ludzi, którym nie pozostaje nic innego, jak walczyć o życie.

Jesmyn Ward wprowadza nas za rękę do tego świata, nad którym wisi widmo zagłady, pokazując sprawy mniejsze i większe, problemy życia codziennego, które nawet w obliczu takiego zagrożenia nie tracą na ważności. „Zbieranie kości” zachwyca, zasmuca, osadza się w sercu. Nie sposób pozostać obojętnym na piękno tej przejmującej prozy. I znów przygniata nas ciężar amerykańskiego Południa i tamtego świata sprzed uderzenia potwora, który odmienił wszystko na zawsze.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.
**Zapraszam na film i na KONKURS!

Dodaj komentarz