„Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” Jesmyn Ward – recenzja

"Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie" Jesmyn Ward, przeł. Jędrzej Polak

Przejmująca opowieść o przemocy i skażonej miłości prosto z amerykańskiego Południa, która zachwyca swoim lepkim od upału gotykiem i realizmem magicznym – „Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” Jesmyn Ward w niezapomnianym tłumaczeniu Jędrzeja Polaka.

Na amerykańskim Południu wciąż snują się jak cienie demony okrutnej przeszłości. W duszącym, osadzającym się na skórze powietrzu zawisły w niekończącym się krzyku potworności, które przechodzą z pokolenia na pokolenie, o których nie sposób zapomnieć. Mroczne dziedzictwo plantacji bawełny, tysięcy niewolników, męczenników, których prochy naznaczyły te ziemie. Przemoc tutaj przenika wszystkie komórki ciała jak gnijący smród dobiegający od strony bayou. Nie można od niego uciec i nawet delikatna bryza nie może go przegnać. Dusza amerykańskiego Południa wciąż jest rozerwana, rozdwojona, obezwładniona nierównością, sparaliżowana niemocą.

"Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie" Jesmyn Ward, przeł. Jędrzej Polak
„Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” Jesmyn Ward, przeł. Jędrzej Polak

Trzynastoletni Jojo obserwuje świat dorosłych wokół niego. Jego dziadkowie, zwani Tatkiem i Mamcią, to para, która przeżyła już swoje, która walczy każdego dnia o byt, o godność i robi wszystko, by wykarmić swoje wnuki oraz wychować ich na dobrych ludzi. Rodzice Jojo, Leonie i Michael, to zniszczona młoda para, dla której wszystko skończyło się zbyt wcześnie. Uzależnieni od narkotyków, imający się jakichkolwiek prac, byle dorobić na kolejną porcję, byle zapomnieć i uciec jak najdalej od odpowiedzialności. Jojo patrzy, nasłuchuje, czuje, że ten świat, który wystawia jego pokiereszowaną rodzinę na tak ciężkie próby, to tylko pewien etap, który trzeba przetrwać za wszelką cenę. Teraz przed nim kolejna próba – musi wraz z matką wyruszyć w podróż, by odebrać ojca z więzienia, a ta niby zwykła przejażdżka da mu prawdziwą lekcję życia.

„Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” to opowieść o amerykańskim Południu zawieszonym pośród nienawiści i przemocy. To Południe skażone narkotykowym uzależnieniem, pełne ludzi, białych i czarnoskórych, którzy snują się jak duchy, ledwie egzystują, bo zapomnieli o tym jak żyć. To także Południe naznaczone historycznym dziedzictwem, utrwalonym w pamięci tych, którzy mieli styczność za całym tym złem i okrucieństwem trudnym do opisania. To wreszcie Południe, które próbuje zaleczyć swoje rany, które łączy ludzi o różnym kolorze skóry, w którym dorasta nowe pokolenie. W nim być może jeszcze tli się jakaś nadzieja, być może ma szansę, by zacząć wszystko od nowa. Przeszłość jest tutaj niemal namacalna – odbija się w oczach mieszkańców, pojawia się w pośród drgającego od upału powietrza, wyryta jest w żwirze podjazdów… Nie ma przed nią ucieczki.

Jesmyn Ward zachwyca i wzrusza, hipnotyzuje i boleśnie rani czytelnika, nie dając mu ani chwili na oddech, tak jak nie daje swoim bohaterom. Czytając „Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” nie sposób nie poczuć tej ciężkiej, dusznej atmosfery, przygniatającej swoim fetorem, nie sposób nie ujrzeć przed oczami tego mętnego powietrza i równie mętnych oczu spragnionych narkotykowego upojenia, nie sposób nie poczuć tego głodu, jakie czuje dziecko, kiedy wszyscy wokół niego myślą tylko o sobie, zmagają się ze swoim cierpieniem. Całość jawi się niczym bolesna gotycka ballada amerykańskiego Południa, wypełniona całym tym trudnym do wyobrażenia ciężarem – wzruszająca i niepokojąca jednocześnie, czarno-biała w swoim wydźwięku, tętniąca w żyłach wszystkich ludzi, uwikłanych w jej drgający , niestabilny rytm.

Piękna amerykańska proza, o której nie można zapomnieć.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim. <3

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarze do: “„Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” Jesmyn Ward – recenzja

  1. Andzia napisał(a):

    Amerykańskie południe jest dziwnie fascynujące. Nie wiem czy kiedykolwiek czułam coś podobnego do innego zakątka na świecie: nie znam go zupełnie, nie myślę o nim na codzień, ale lubię się w nim zanurzać w prozie, czytać o nim, widzieć go w filmach… No i te ich akcenty, jakoś tak człowieka wciągają. 🙂

Dodaj komentarz