„Kieszonkowiec” Fuminori Nakamura – recenzja PATRONACKA

Pełen napięcia kryminał prosto z Kraju Kwitnącej Wiśni, pełna narastającego niepokoju opowieść jednego z najpopularniejszych japońskich pisarzy – „Kieszonkowiec” Fuminori Nakamury.

Nishimura to zręczny kieszonkowiec, który w szytym na miarę garniturze przemyka ulicami Tokio. Kradnie portfele w bogatych dzielnicach równie bogatym obywatelom i tak żyje z dnia na dzień, bez większych zobowiązań. Nie ma rodziny, nie ma przyjaciół – ludzie to dla niego przelotne twarze, dowody osobiste i nazwiska bez głębszego znaczenia. Pewnego dnia jednak, mroczna przeszłość upomina się o niego, a w jego życiu pojawia ktoś, kto teraz będzie rozdawać karty. Plan jest prosty: Nishimura wraz z innymi wynajętymi złodziejami ma okraść dom bogatego inwestora.  Napad przebiega bez zbędnych komplikacji, a jednak… rankiem okazuje się, że inwestor nie żyje, a zginął rzekomo podczas tamtego feralnego rabunku.

Przed czytelnikiem nieoczywisty przykład swojego gatunku, ale nie ma co się dziwić, bo Japonia rządzi się swoimi prawami, także w literaturze. Podobnie jak „Dziecko z ziemi”, pierwsza wydana w Polsce powieść Fuminori Nakamury, „Kieszonkowiec” to również surowa, bolesna i minimalistyczna proza, do sedna japońska, jak tylko potrafią japońskie być opowieści. Tym razem czytelnik musi zmierzyć się z poczuciem nadciągającej klęski, przygnębiającym końcem, który jest jedyną stałą, jedynym pewnikiem i jedyną możliwą drogą. Możemy zapomnieć o Japonii rodem z amerykańskich filmów: lekko dziwacznej, do bólu nowoczesnej, zawsze bogatej, fascynującej swoim dalekowschodnim pięknem. Japonia Nakamury przypomina obrazy znane z filmów noir – ubłocone chodniki, brud, smród, a wokół kręcą się pijani, zdesperowani ludzie, którzy gotowi są na wszystko, by przetrwać.  Jego bohaterowie staczają się na dno, jedno głębiej od drugiego, ale każdy z tego staczania się próbuje zrobić sztukę. Próbuje udowodnić sobie i innym, że można upaść głębiej, bardziej, intensywniej. Żyją w świecie bezlitosnej przemocy, w świecie rozświetlonych neonami ulic Tokio, w którym tak jak w innych metropoliach, prawdziwe życie to podrzędne bary, śmierdzące zaułki i lepkie spotkania na chybił trafił.

Czytelnicy przyzwyczajeni do opartych na tradycyjnych schematach opowieści kryminalnych rodem z Zachodu będą zaskoczeni. Styl Nakamury, być może dlatego, że tak obcy, bo japoński, jest  nietypowy, a sama opowieść nie do przewidzenia – przed czytelnikiem historia pewnego napadu, przeszłości, która powraca i tytułowego kieszonkowca, który nie chce się poddać.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Kwiaty Orientu.

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarze do: “„Kieszonkowiec” Fuminori Nakamura – recenzja PATRONACKA

    • Olga Kowalska napisał(a):

      „Kieszonkowiec” nie jest tak mocny jak „Dziecko z ziemi”, ale znów bardzo intensywnie japoński. 🙂

  1. kamil napisał(a):

    Jestem ciekaw japońskiej literatury, może warto spróbować z tym tytułem.
    Uwielbiam historie Japonii oraz jej kulture.

Leave a Reply