„Darknet” Ursula Poznanski i Arno Strobel – recenzja

A gdybyś mógł przesądzić o losie znienawidzonej osoby? Skazać ją na śmierć, anonimowo, bez konsekwencji, umywając ręce od zbrodni? Ursula Poznanski i Arno Strobel ukazują mrok ludzkiej duszy w kryminale z potencjałem technothrillera „Darknet”.

Nina Salomon to zbuntowana, wybuchowa policjantka, która dołącza do ekipy w Hamburgu i zostaje partnerką ułożonego, statecznego komisarza Daniela Bucholza. Razem muszą stawić czoła przeciwnikowi, który ukrywa się za forum w ciemnej części internetu, tzw. darknecie. To właśnie tam zorganizował współczesne, wirtualne igrzyska, w których areną jest Hamburg, a kolejne ofiary wybierają ludzie z całego świata w kolejnych głosowaniach. Rozmywa się granica między zbrodnią a karą, strona zbiera kolejnych użytkowników, a Bucholz i Salomon muszą odnaleźć mordercę zanim zginą następni ludzie. Zaczyna się wyścig na śmierć i życie, w sieci i w realu.

przeł. Anna i Miłosz Urbanowie

O ile w „Nieznajomych” (recenzja TUTAJ) Ursula Poznanski i Arno Strobel postawili na zawiłą zagadkę oraz psychologiczną rozgrywkę między bohaterami, to w „Darknecie” otrzymujemy klasyczny w formie kryminał z elementami technothrillera. Jest zbrodnia, jest morderca, jest konflikt bohaterów i śledztwo, którego muszą się podjąć pomimo swoich różnic i zatargów. To, co wyróżnia „Darknet”, a co moim zdaniem daje sporo frajdy czytelnikowi, to podwójna perspektywa, z której słynie pisarska para oraz próba wyjaśnienia fenomenu jakim jest ciemna strona internetu. Piszę w pełni świadomie – „próba” – bo jednak kto na technologii nie zna się w ogóle, albo o darknecie czy wyszukiwarce TOR nigdy nie słyszał, ten może poczuć się zagubiony w plątaninie wskazówek i podpowiedzi, które raczej nie prowadzą do rozwiązania problemu. Szkoda, że autorzy nie skorzystali z możliwości wejścia w głębiej w temat i pójścia w stronę bardziej techno, jak kiedyś Michael Crichton czy Tom Clancy.

„Darknet” wciąga, intryguje, nie do końca zaskakuje, ale jednocześnie daje czytelnikowi moc porządnej satysfakcji. Ursula Poznanski i Arno Strobel zapętlają intrygę, żonglują zmianami perspektywy, a tym samym emocjami bohaterów, co sprawia, że pozostajemy czujni, skupieni na wszystkich szczegółach, które moglibyśmy pominąć podczas lektury. Sama historia ma w sobie coś z atmosfery „Kolekcjonera kości” Jeffery’ego Deavera – podobne podejście do zbrodniczej gry między mordercą a policją. Ta widowiskowość, ten wyścig z czasem, pełen napięcia, naelektryzowany duet głównych bohaterów. I mimo tego, że wszystko to już gdzieś kiedyś było, że wykorzystane tropy i klisze zdają się znajome, to „Darknet” wciąż ogromnie cieszy i pozostaje jedynie zagubić się w jego wirtualnych odmętach.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem MANDO. <3

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarz do: “„Darknet” Ursula Poznanski i Arno Strobel – recenzja

Dodaj komentarz