„Współczesna rodzina” Helga Flatland – recenzja

Porywający portret rodzinny, w którym niby nie dzieje się nic, a dzieje się wszystko – „Współczesna rodzina” Helgi Flatland jak u Hitchcocka wybija z rytmu, by przyciągnąć czytelnika wnikliwym upadkiem struktury rodzinnej.

Czym jest rodzina? Czy to wyłącznie krew z krwi, czy może ludzie, którzy zawsze są wsparciem, służą ramieniem, gotowi na wszystko? Czy rodzina to pieczołowicie budowane wspólne wspomnienia? A może tradycyjny obiad w każdą niedzielę? Definicji rodziny jest wiele, tym bardziej teraz na przełomie epok, ale jedna cecha rodziny pozostaje niezmienna, bez względu na słownikowe wyjaśnienia. Rodzina jest najważniejsza. To najbliżsi, ci, którzy zawsze są przy nas, którzy kochają nas bez względu na okoliczności, potrafi wybaczyć, a którym można zaufać. To baza, filar naszej egzystencji. A kiedy runą podstawy, może runąć wszystko wokół.

przeł. Karolina Drozdowska

Rodzinny wypad, siedemdziesiąte urodziny ojca, uroczysta kolacja i wiadomość, która zbija wszystkich z tropu. Rodzice ogłaszają rozwód. Po czterdziestu latach małżeństwa, czterdziestu latach wspólnego życia, czterdziestu latach budowania wspomnień. Nie zdają sobie sprawy jednak, że ich decyzja – tak przez oboje przemyślana i dla nich oczywista – rozbije życie ich dorosłych już dzieci: najstarszej Liv, Ellen i Hakona. Chociaż są od lat na swoim, mają własne rodziny, partnerów i partnerki, mężów, dzieci, to posady ich świata destabilizują się, a wiara w siłę rodziny zostaje zachwiana. Czy ich życie było kłamstwem? Czy wszystko to, w co do tej pory wierzyli było jedynie wymysłem ich wyobraźni?

Helga Flatland w genialny sposób ukazuje zmiany jakie zachodzą w jej bohaterach, dla których rozwód rodziców staje się wielką, nieoczywistą traumą. Nagle ich wiara w jednostkę rodzinną zostaje zdruzgotana – rodzeństwo nie potrafi rozmawiać z rodzicami, a dotąd sobie tak bliskie, nagle nie potrafi porozumieć się również ze sobą nawzajem. W tak oczywistej sytuacji kryzysu najbardziej potrzebują wsparcia, bo ich osobiste problemy piętrzą się i przygniatają, a oni nie potrafią się pozbierać, każde na swój własny sposób. Liv roztrząsa przeszłość i doszukuje się pierwszych jaskółek rozwodu w sytuacjach sprzed lat. Ellen ponosi porażkę za porażką, obwinia się i załamuje. Hakon zdaje się nieporuszony, ale nawet ten młody mężczyzna okazuje się być naznaczony traumą rozstania rodziców.

We „Współczesnej rodzinie” nie znajdziecie pędzącej akcji, ale w zamian Heldze Flatland udało się stworzyć tak fascynujące portrety, że każdą kolejną stronę czyta się z zapartym tchem i rosnącym napięciem. Jej bohaterowie walczą sami ze sobą, unikają konfrontacji z rzeczywistością, ale ta rzeczywistość torpeduje ich na każdym kroku i ani oni, ani my nie możemy odwrócić wzroku. Podglądamy życie innych ludzi, jak przez lupę, z bardzo bliska, dostrzegając mniejsze i większe podobieństwa. To proza czuła, wnikliwa, bardzo na tu i teraz, bardzo współczesna. Niby nic się nie dzieje, a jak to w życiu – dzieje się wszystko. Robi olbrzymie wrażenie.

Z Serią Dzieł Pisarzy Skandynawskich nie można się pomylić, dlatego też we „Współczesnej rodzinie” pozostaje jedynie się zanurzyć i zaczytać.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim. <3
**Zapraszam na film i na konkurs!

Komentarze do: “„Współczesna rodzina” Helga Flatland – recenzja

    • Bombeletta napisał(a):

      Pojawiają się pod konkretnym filmem, a zwycięzcy informowani są indywidualnie. 🙂

Dodaj komentarz