Bezsenne Środy: „Drzewo Rodowe” John Everson – PATRONAT!

Mała społeczność od dziesięcioleci chroni swoje tajemnice, ukrywa prawdziwe cuda przed światem w „Drzewie rodzinnym” Johna Eversona.

Horror i mała społeczność to para doskonała. To przepis na fabułę, która sprawdzi się zawsze, która intryguje czytelnika i daje pisarzowi niemałe pole do popisu. Czy to będzie mała wioska pośród gór, w której poluje się na turystów, czy niewielka wysepka i jej dziwni mieszkańcy czczący jakieś podwodne potwory – każdy może odnaleźć w tym motywie coś dla siebie. To jedna z tych klisz, do których wraca się z przyjemnością, a które nigdy nie nudzą, o ile autor znajdzie sposób, by przyciągnąć naszą uwagę.

Scott Belvedere żyje jak każdy zwykły trzydziestolatek w Chicago do chwili, gdy otrzymuje intrygującą wiadomość. Po śmierci dziadka odziedziczył Zajazd Pod Rodowym Drzewem, posiadłość ukrytą pośród lasów Virginii. Wyrusza w drogę i trafia do miejsca, którego z pewnością się nie spodziewał. Na miejscu okazuje się, że zajazd zamieszkują opiekunowie posiadłości, ciekawa zgraja osobliwości, która tytułowe rodowe drzewo otacza szczególnym kultem. Wierzą, że sok z Rodowego Drzewa ma pewne właściwości, właściwości, które sprawiają, że warto, że trzeba chronić drzewo za wszelką cenę.

Przeł. Łukasz Zbrzeźniak

Podczas lektury „Drzewa Rodowego” poczułam się jak podczas oglądania jednego z tych dziwacznych, oderwanych od rzeczywistości filmów, trochę jak u Davida Lyncha. Z zewnątrz wszystko wygląda zupełnie normalnie – zjawiskowy zajazd, bajeczna okolica, przesympatyczni opiekunowie tego krajobrazu. A jednak chwilę później zachodzi jakiś dysonans, rysa na tym urokliwym obrazku, coś niepokojącego czai się w cieniu. Everson sprytnie ukrywa tajemnicę przed naszymi oczami, odwraca naszą uwagę podrzucając dziwaczne, bizarne scenki, od których nie można odwrócić wzroku. A to staruszkę o oczach młodej dziewczyny, która wgapia się w naszego bohatera, by wreszcie rzucić jedno, mroczne stwierdzenie. A to scenki rozkosznego seksualnego rozpasania, których akcja toczy się przy… kulinarnym stole. A to sny, zawieszone między jawą a majakiem…

W „Drzewie Rodowym” panuje idealna harmonia, każdy element jest tutaj wyważony, a Everson zadbał, by niczego nie było zbyt dużo, czy za mało. Moc dziwności, moc seksu, moc tajemnicy. I wreszcie przyczajona groza w postacie drzewa, które przecież zawsze tam było, zawsze spoglądało z góry na zajazd, zawsze czekało. Na co? Na kogo?

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo w ustach czuję posmak krwi drzewa.

O.

*Książkę zakupić można na stronie Wydawnictwa Dom Horroru. <3

**Zapraszam na FILMIK!

Komentarz do: “Bezsenne Środy: „Drzewo Rodowe” John Everson – PATRONAT!

Dodaj komentarz