Bezsenne Środy: „Syrena” John Everson – recenzja PATRONACKA

Zapomnijcie o uroczych dziewuszkach kołyszących się na falach, zapomnijcie o Arielkach i syrenkach Andersena – przed Wami legendarny potwór morski, legendarny i mityczny! W „Syrenie” Johna Eversona nie ma miłości, ale pazury, krew i śmierć!

Popkultura przyzwyczaiła nas do syrenek uroczych i rozkosznych, rozkwitających dziewcząt ukrytych pośród fal, które śpiewają, kochają, snują się w morskich odmętach pragnąć jedynie, by stanąć pośród ludźmi. Takich rusałek, zaklętych, przeklętych, tragicznych w pewien sposób postaci, którymi targają jakże ludzkie emocje. Gdzieś w tych cukierkowych wizjach i słodkich, disneyowskich obrazkach zaplątał się prawdziwy obraz syreny. Potwora morskiego, niebezpiecznego stworzenia o kobiecych kształtach i ptasich lub rybich atrybutach. Potwora, który swoim pięknym, hipnotyzującym głosem ściągał statki na mieliznę, a potem pętał i pożerał całe załogi. Nie ma w tych legendach miejsca na wzruszenia i głębokie uczucia. Liczy się tylko głód, wola przetrwania i potrzeba świeżej krwi.

przeł. Łukasz Radecki

Evan od roku plącze się po plażach Delilah, tęskniąc za zmarłym tragicznie synem. Kilkunastoletni Josh zniknął pod wodą, a Evan, który cierpi na aquafobię nie mógł nic zrobić. Pewnego dnia, spacerując w rozpaczy po piasku nad skalistym brzegiem natyka się na piękną, nagą kobietę, która zachwyca go swoim hipnotyzującym śpiewem. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew samemu sobie – Evan zaczyna gorący romans z kobietą, która z czasem okazuje się nie być do końca tym, czym mogła się z pozoru zdawać. Czy legendy o morskim potworze żerującym na mieliznach Delilah są prawdą?

„W oceanie była moc, matka wszystkiego życia. Ciężka, głęboka, cicha moc. Moc równie zdradliwa i niepewna, co bezkresna. W tym miejscu było jeszcze coś, choć nie miała do końca pewności, co to takiego. Śpiewało w powietrzu niczym niewyraźny głos szarańczy.”

John Everson nie bawi się w subtelności. Jego syrena to drapieżnik idealny – piękna, wyuzdana, nieśmiertelna… Gotowa na wszystko, by upolować mężczyznę swojego życia. Jest żarłoczna, sprytna i piękna – to prawdziwa morska femme fatale, której zjawiskowy głos oznacza kłopoty. Spędza swoją podwodną wieczność rozkładając sidła i tym razem jej ofiarą ma paść zdesperowany mężczyzna w żałobie. Walka o jego duszę to główna oś fabularna powieści, ale pod powierzchnią Everson skrywa coś jeszcze. Opowieść o zniewoleniu, o zezwierzęceniu, o okrucieństwie, czyli o tym wszystkim, co dzieje się, gdy w niepowołane ręce trafia niezwykły skarb – syrena z krwi i kości, potwór, istota, kobieta.

„Syrena” to lektura idealna na letnie wieczory, na jesienne popołudnia, na zimowe ciężkie noce – mroczny sen, koszmarny majak, przepełniona erotyką opowieść o zjawiskowym potworze i jego ofierze. John Everson potrafi sprawić, że nawet krwawa jatka pośród fal ma w sobie coś zmysłowego, coś cielesnego, a jednocześnie diabelnie strasznego. Rzucił na mnie horrorowy czar, ku mojemu zatraceniu! Nie umiem nie uwielbiać!

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo hipnotyczny głos wibruje w powietrzu.

O.

*”Syrenę” dorwiecie na stronie sklepu Okolicy Strachu. <3

**Zapraszam na film!

Komentarz do: “Bezsenne Środy: „Syrena” John Everson – recenzja PATRONACKA

Dodaj komentarz