„Sadie” Courtney Summers – recenzja PATRONACKA

Historia bólu, rozpaczy, obsesji i… siostrzanej miłości, która silniejsza jest od śmierci – „Sadie” Courtney Summers.

Sadie i Mattie to dwie siostry po przejściach, porzucone przez matkę. Życie ich nie rozpieszcza, mają tylko siebie, jedna opiekuje się drugą, robią wszystko, by przetrwać. Ale pewnego dnia trzynastoletnia Mattie zostaje znaleziona martwa, a policja szybko zamyka śledztwo. Dziewiętnastoletnia Sadie wie, kto zamordował jej siostrę. Nie wie tylko, gdzie go szukać, ale gotowa jest zrobić wszystko, by odnaleźć mordercę. Wyrusza w podróż, ale… sama znika bez śladu! Tropem historii obu sióstr rusza dziennikarz ogarnięty obsesją, a swoje śledztwo publikuje w cyklu audycji o zaginionych dziewczynach – „The Girls”. Czy dowie się, jaki los spotkał Sadie i Mattie? W końcu: Ciągle gdzieś ginie jakaś dziewczyna

„Nie oczekuję, że to ją przywróci. To jej nie przywróci.
Nie chodzi o odnalezienie spokoju. Nigdy go nie zaznam.
Nie mam złudzeń, jak niewiele ze mnie zostanie, kiedy zrobię tę jedną rzecz. Ale wyobraźcie sobie, jak to jest żyć każdego dnia ze świadomością, że osoba, która zabiła waszą siostrę, oddycha tym powietrzem, którym ona już nie może – wypełnia nim płuca, smakuje jego słodycz. Wyobraźcie go sobie, jak stąpa po stabilnym podłożu, podczas gdy ona leży dwa metry pod ziemią.”

przeł. Anna Tomczyk

Podczas lektury powieści Courtney Summers wyrastają przed oczami czytelnika małe, zapyziałe amerykańskie miasteczka. A w nich zaniedbane meliny, rozpadające się przyczepy, ruiny dawnej prosperity. Między nimi ludzie, jak puste skorupy, którzy próbują wiązać koniec z końcem, zdesperowani, zrozpaczeni, gotowi chwycić się brzytwy. Wielu poddaje się nałogom i stacza na samo dno, inni pragną żyć z godnością, pragną przyszłości. W tym wszystkim dzieciaki – dwie dziewczynki – owoce cudzych błędów. Ofiary dorosłych. Tych, którzy mieli je chronić, ale już dawno zapomnieli, czym jest odpowiedzialność za życie, bo w końcu nawet swojego nie potrafili uratować.

„Ludzie walczą, żeby zdobyć dla siebie miejsce, które będzie odrobinę lepsze od tego obok, chociaż tak naprawdę żadne nie jest dobre.”

„Sadie” przeraża, smuci, ale jednocześnie nie można się od niej oderwać. I dobrze! Bo Courtney Summers poruszyła w niej temat, o którym trzeba mówić głośno, którego nie wolno unikać, nie można odwracać oczu. Bez względu na to z jakiego środowiska pochodzi dziecko, bez względu na to, kim są jego rodzice, bez względu na to, czy mają pieniądze czy nie mają nic. Historia Sadie i Mattie jest zatrważająca – wywołuje dreszcze na każdym kroku i to ukłucie niepokoju, które czujemy, gdy orientujemy się, jak wiele zła potrafi czaić się w ludzkich sercach, jak wiele okrucieństwa. Lektura „Sadie” to podróż w najczarniejszą ciemność – obserwowanie tęsknoty, bólu, wściekłości… Ale też siły i woli przetrwania, które potrafią narodzić się nawet w najwątlejszym ciele. Takie opowieści nie kończą się dobrze, ale zdarzają się. Każdego dnia. Na całym świecie.

Lektura dla każdego. Dla wszystkich.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem WeNeedYA. <3

**Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarz do: “„Sadie” Courtney Summers – recenzja PATRONACKA

Dodaj komentarz