Najlepsze książki 2020 (do tej pory)

Moi Drodzy,

Ten rok pędzi na złamanie karku, pędzi na łeb na szyję i przyznam Wam, że sama jestem zaskoczona tempem mijających dni, odlatujących miesięcy.

Nic jednak na to poradzić nie sposób, czerwiec zmierza ku końcowi, więc tradycyjnie już nadszedł czas, byście poznali NAJLEPSZE I NAJULUBIEŃSZE KSIĄŻKI 2020 DO TEJ PORY wg Wielkiego Buka!

Na mojej liście znajdziecie 12 wyjątkowych tytułów: 6 polskich i 6 zagranicznych książek, które premiery miały w roku 2020 właśnie, które przeczytałam, a które zachwyciły mnie i polecam z całego serducha.

I pamiętajcie proszę, że jest to subiektywny wybór najlepszych książek, mój osobisty i wcale a wcale nie musicie się w tym wyborze ze mną zgadzać. Mam jednak nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi ulubieńcami tego roku!

A! I nie znajdziecie w tym zestawieniu ani grozy ani horroru, bo takie Bezsenne zestawienie pojawi się za tydzień w Bezsenną Środę w osobnym wpisie.

„Czarne miasto” Marta Knopik

Moje tegoroczne odkrycie! To rodzinna śląska saga, kobieca rodzinna opowieść, która pozwala czytelnikowi zanurzyć się w majakach, rojeniach, widzeniach. Marta Knopik hipnotyzuje, oczarowuje i wciąga w tę opowieść na granicy snu i jawy, gdzieś na pograniczy realizmu magicznego, który przenikają pył i węglowa mgła. Wspomnienia sióstr, wspomnienia matki, wspomnienia kobiet splecionych przez los. CUDO! Recenzja TUTAJ

„Blizna” Auđur Ava Ólafsdóttir

Kolejny tom niezastąpionej Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich. Przed czytelnikiem piękna, łamiąca północne schematy opowieść o tęsknocie za byciem potrzebnym, o poszukiwaniu sensu życia i o samotności w cierpieniu. „Blizna” jest zdecydowanie jedną z najważniejszych powieści tego roku, perełką rodem z Islandii, która otwiera oczy na to, co naprawdę ważne. Tym bardziej teraz, w chwili największej próby i największego kryzysu ostatnich lat. Porusza najważniejsze tematy, ale robi to iście po skandynawsku: czysto, minimalistycznie, bez zbędnej egzaltacji i niepotrzebnych wzruszeń, tak jak lubię najbardziej. Recenzja TUTAJ

„Przez” Zośka Papużanka

Zarys fabuły jest najprostszy na świecie: mężczyzna rozchodzi się z kobietą, wyprowadza się, ale zamiast odejść na zawsze, to podgląda ją z mieszkania naprzeciwko i obsesyjnie robi jej zdjęcia. Ale nie o fabułę tu chodzi, a o wszystko, co niedopowiedziane, a co czytelnik odnajdzie między słowami. To opowieść o voyeurystycznej przyjemnością podglądania, ale też o tęsknocie za drugim ciałem, za ciepłem, za bliskością. W końcu to opowieśc o czułości, która rozwiała się w pył. To piękna, minimalistyczna proza, która mówi wszystko, a nawet mówi więcej. Recenzja TUTAJ

„Zbieranie kości” Jesmyn Ward

Po wspaniałym „Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” do rąk polskiego czytelnika trafia kolejna powieść Jesmyn Ward. I tym razem autorka zabiera nas na amerykańskie Południe i snuje opowieść o śmiercionośnym huraganie, o rodzinie, o przyspieszonym dorastaniu i o przetrwaniu mimo wszystko. Ale także o rodzącym się pośrod cierpienia macierzyństwie, do którego trzeba czasami bardzo szybko dojrzeć. Recenzja TUTAJ

„Strupki” Paulina Jóźwik

Kiedy pamięć babcia gubi się w zapomnieniu, młoda kobieta powraca do domu, by odkryć nie tylko rodzinne tajemnice, ale też zrozumieć samą siebie i swoje własne zagubienie. To cudownie kobieca opowieść o powrotach, o rodzinie, o więzach, które potrafią pokonać odległości, potrafią pokonać gniew. Ale też o tłumionych smutkach, które zawsze odnajdą ujście po latach. Recenzja TUTAJ

„Tangerynka” Christine Mangan

Moje odkrycie tego miesiąca! Gorące Maroko lat 50., rogrzany do czerwoności Tanger w chwilach największego przełomu i dwie młode kobiety, które stoczą bitwę pośród uliczek tego dziwnego miasta. Przypomina nieco „Utalentowanego Pana Ripleya”, ale w bardziej kobiecym, drapieżnym wydaniu.

„Góra Tabor” Wiesław Helak

Przejmująca, pełna symboli i mistycyzmu opowieść pióra jednego z najciekawszych, a jednak wciąż szeroko nieodkrytych polskich twórców. Opowieść o narodzinach i śmierci II Rzeczypospolitej, o poszukiwaniu i o przemianie. To także opowieść o utraconym pokoleniu i o utraconej w ogniu ojczyźnie. Recenzja na stronie Strategy & Future

„Dzień rozrachunku” John Grisham

Nie przez przypadek John Grisham nazywany jest mistrzem thrillerów prawniczych. A „Dniem rozrachunku” ten amerykański autor jedynie udowadnia, że nikt nie odbierze mu tego tytułu. Clanton w stanie Missisipi, rok 1946 i zemsta, która prowadzi do tragedii. Z książkami Grishama wiąże się wiele emocji. Ten autor nie boi się poruszać tematów trudnych, tematów bolesnych, drążących amerykańskie społeczeństwo, ale robi to w taki sposób, że nie sposób oderwać wzroku, nie sposób nie czytać dalej.

„Wrzask” Izabela Janiszewska

Polska kryminałem stoi, powtarzam to wciąż i wciąż, a debiutancka powieść Izy jest tego najlepszym przykładem. Opowieść o sadystycznym mordercy, o zbrodniach przeszłości, a wszystko to w mrocznym, przenikliwym klimacie wiecznych marców i listopadów, przypominającym najlepsze skandynawskie thrillery. Warto zapamiętać to nazwisko! Recenzja TUTAJ

„Babcie” Petr Šabach

Powieść, która bawi, wzrusza i zabiera czytelnika w tak niedawny, a jakże odległy czas przełomowych zmian drugiej połowy XX wieku. Petr Šabach za pełnymi czeskiego, czarnego humoru scenkami, za komediową nutą ukrywa opowieść o czasach, które naznaczyły całe pokolenie, zarówno świata Zachodu, jak i Wschodu. Ukazuje rzeczywistość wypełnioną codziennym strachem, obawami, a wszystko to pośród udręk codzienności dojrzewającego chłopaka, któremu w głowie przede wszystkim dziewczyny i wolność. Pośród wybuchów śmiechu przebija się surowa powaga sytuacji, a wszystko to z czeską słodko-gorzką nutą nostalgii. Recenzja TUTAJ

„Piętno” Przemysław Piotrowski

Powieść, która niejednego czytelnika zbiła z tropu, zanim jeszcze sięgnął po lekturę, bo co jak co, ale w tym przypadku makabryczna okładka z wrzeszczącą mumią zrobiła swoje. Horror to czy kryminał? Mocny kryminał, jeden z najmocniejszych tytułów gatunku w tym roku. Przemysław Piotrowski zadbał o to, by czytało się z przyjemnością, z zaciekawieniem i fascynacją, bo zagadka, jaką mamy w „Piętnie” to jedna z najlepszych, jakie ostatnio spotkałam, jedna z najmroczniejszych. A już szykują się kolejne tomy! Recenzja TUTAJ

„Kobieta ze szkła” Caroline Lea

XVII wiek, bezwzględne lodowe połacie Islandii i młoda kobieta, która gotowa jest na wszystko, by ratować swoich najbliższych w przejmującej opowieści z baśniową poświatą. Odnajdziemy tu melancholię, tęsknotę za ciepłem i zrozumieniem, ale przede wszystkim tętniącą cichym ogniem niczym wulkan Hekla siłę, której nic nie zdoła powstrzymać, gdy przyjdzie jej czas. Recenzja TUTAJ

Myślę, że wielu z Was domyśliło się tytułów, które znalazły się w tym zestawieniu, ale może były dla Was jakieś zaskoczenia? Tytuły, które Was zaintrygowały? Których jeszcze nie znacie?

Dajcie mi koniecznie znać i koniecznie podzielcie się swoimi ulubieńcami tego roku do tej pory. Jestem ogromnie ciekawa Waszych wyborów.

I jestem też ogromnie ciekawa co przyniesie nam pod względem literackim drugie półrocze!

Bo warto czytać.

O.

Komentarze do: “Najlepsze książki 2020 (do tej pory)

  1. Karolina napisał(a):

    Podobał mi się debiut literacki Pani Ewy Szymańskiej – „Apolonia” i „Gabrynia”. Czekam na trzeci, ostatni tom sagi. Masz może w planach recenzję „Rodziny”? Pozdrawiam

Dodaj komentarz