Bezsenne Środy: „Siostra” Tomasz Czarny – recenzja

Pierwsza bezsenna recenzja tego roku – zabieram was w Bieszczady, gdzie poznacie historię dwóch sióstr i ciemności, które je woła w horrorze ekstremalnym „Siostra” Tomasza Czarnego.

DWIE SIOSTRY

„Lucjanowi kilka razy wydawało się, że dostrzega coś dziwnego w tych lasach. Nie wiedział dokładnie co, ale był pewien, że nie było to ludzkie. Takie rzeczy po prostu się czuje; zło, które przenika człowieka do szpiku kości, tak, że brakuje tchu i ciało ogarniają lodowate dreszcze.”

Życie Vanessy mogłoby być mroczną, metalową bajką – jest gwiazdą zespołu, robi karierę, jest rozpoznawalnym głosem swojego świata. Ale Vanessa jest nieszczęśliwa. Ba, jest zrozpaczona i znudzona. Ukojenia szuka w zapomnieniu – upojeniu tak narkotycznym, jak alkoholowym. Gdy przyjdzie ten największy kryzys, przyjdzie jej dochodzić do siebie w domu starszej siostry Kasandry, w sercu dzikich Bieszczad. Obie siostry będą doświadczać przerażających wizji i snów, coś obrzydliwego próbuje przeniknąć do ich serc, umysłów i ciał. I nie są w tym odosobnione.

W CIEMNYM LESIE

Tomkowi Czarnemu z ekstremą jest bardzo do twarzy, wiemy to nie od dziś. Widać, że ewoluuje w prowadzeniu opowieści, czerpie inspiracje z innych podgatunków, miesza i bawi się gatunkiem całkowicie po swojemu. „Siostra” to jego najmroczniejsza do tej pory powieść, przygnębiająca w pewien sposób, inna pod względem charakteru. Wymykająca się konwencji, chociaż w konwencji ekstremy wciąż silnie operująca.

Poza klasycznym motywem faustowskim, który przewija się w „Siostrze”, a który został potraktowany w iście ekstremalny sposób (a który pozostawiam wam do odkrywania), ciekawszym motywem jest ten, który prowadzi nas tutaj w ciemność. Rozpacz, depresja, zagubienie… Ludzie u Czarnego są samotnymi wyspami i to właśnie to osamotnienie – podsycone alkoholem, narkotykami, wszelkiej maści używkami – prowadzi na ścieżki tego wielkiego zła. Obserwujemy jednostki wirujące, lgnące do cienia, do bólu i do przemocy. Do czegoś, co sprawi, że znów poczują, że żyją. Ich własny smutek sprawia, że nie potrafią się odnaleźć, coś jednak potrafi odnaleźć ich. I przywołać, przyciągnąć, zgarnąć. Obietnica ukojenia jest silniejsza od strachu. W końcu samo życie boli ich tak, że mają wrażenie, że nie pozostało im nic innego. Tylko ten sen, oniryczny stan, zawieszenie między wymiarami, gdzie coś przynajmniej na nich czeka. Zyskali cel, którego tak bardzo im brakowało. A w tle te bieszczadzkie lasy – dzikie i nieujarzmione, obce i niebezpieczne, wizualne wyobrażenie miejsca, do którego przyjdzie im trafić.

Pośród was, zdania o „Siostrze” są podzielone – jedni byli zadowoleni, inni już niekoniecznie – i rozumiem skąd bierze się taka rozbieżność opinii. Horror ekstremalny operuje na zasadzie kontrastów. Przemoc przechodzi w tym podgatunku wszelkie granice, przekracza je całkiem celowo, podsyca do momentów całkowitego absurdu. Budzi skrajne obrzydzenie, doprowadza czytelnika na skraj wytrzymałości, taka bowiem jest jego rola. Kiedy czuje już, że przychodzi moment przesilenia – sięga po kontrast, rozładowuje całość, puszcza oko do czytelnika. „To tylko książka, to tylko chora opowieść, bez zmartwień” – tak zdaje się mówić. Czasami to element dialogu, czasami to gest jednej z postaci, scenka, która przywraca równowagę i oczyszcza samego czytelnika. W „Siostrze” nie ma tego oczyszczenia, nie ma tego katharsis. To nie „Folk”, to nie „Leśne ostępy”, ani nie „Nowoczesna niewolnica” czy opowiadania z „Sekretów”, które w momencie przesilenia zrywały zasłonę. „Siostra” to czerń i ciemność, która nie przynosi ukojenia. To smutek, to rozpacz, to stany depresyjne, to pytania, które pozostają bez odpowiedzi. To stan ducha zamknięty w opowieści ekstremalnej, która ostatecznie może wywołać w czytelniku dyskomfort. Intrygujący zabieg, nie powiem, ciekawe czy celowy czy tak po prostu poprowadziła Tomka ta historia?

Dla mnie „Siostra” to lektura satysfakcjonująca i sycąca, przewidywalna w kierunku jakim zmierza, jak każda mocna ekstrema. Bez katharsis, ale z punktem zwrotnym, z możliwością kontynuacji. Chętnie spotkałabym jeszcze Lucjana i zbadałabym zakątki bieszczadzkich lasów – mam nadzieję, że Tomek jeszcze tam powróci.

O.

Dodaj komentarz: