Bezsenne Środy: „Przeklęte bądź dziecię” Mort Castle – PATRONAT

Czasami dusze zaplątują się między życiem a śmiercią, odurzone wściekłością, smutkiem, samotnością błąkają się, poszukując namiastki tego, co było dawniej, tak jak bohaterka powieści Morta Castle „Przeklęte bądź dziecię”.

Diakka. Tak nazywał je znany, żyjący w XIX wieku w amerykański spirytysta Andrew Jackson Davis. To złość i ból odbierały im cząstkę człowieczeństwa i zamieniały w okrutne, bezwzględne duchy, kierowane jedynie nienawiścią, napędzane przemocą. Według Davisa, który całe życie zajmował się fenomenalnymi nadprzyrodzonymi, hipnotyzmem oraz zjawiskiem magnetyzmu wierzył, że diakka przebywają w innym wymiarze po śmierci niż niebo czy piekło. Miejscu, w którym poddawano je nieustannym próbom, a w którym cierpiały i tęskniły, pełne żądz i rozpaczy, które targały nimi za życia. Tak jak mała Lisette…

Mała Lisette umiera w samotności i w ogromnych cierpieniach zakatowana przez swojego zwyrodniałego wujka w domowej piwnicy. Lisette nie chciała wcale umierać. Jedyne czego pragnęła to powrót mamusi i ukojenie wujkowego gniewu. Teraz po śmierci błąka się po świecie pełna rozpaczy i wyparcia. Ona nigdy nie pogodzi się z tym, że nie żyje, bo może żyć, a jedyne czego potrzebuje to ktoś naiwny, kto przyjmie ją do środka. W ten sposób trafia na Missy, dziesięcioletnią córkę pisarza w kryzysie i jego spokojnej, uroczej żony. Ani Missy, ani jej rodzice nie zdają sobie sprawę jaki koszmar ich czeka w nowym domu, który miał się stać ich azylem i nowym początkiem.

„Przeklęte bądź dziecię” Mort Castle, przeł. Łukasz Radecki

Czy „Przeklęte bądź dziecię” to powieść o tęsknocie za życiem i strachem przed śmiercią? Być może, jednak przede wszystkim to historia zemsty, zagubienia i poszukiwania pierwotnych korzeni. Widoczna jest tutaj też próba zwrócenia uwagi na dzieci, które stają się ofiarami dorosłych, jednak dwuznaczność tych relacji odbija wątek w kierunku opętań i zagadnień związanych z demonologią, jak chociażby w kultowym już „Egzorcyście” Williama Petera Blatty, rozmywając głębię przekazu. Tak jest lepiej, jak na horror przystało. Lisette to duch, to upiór, już nie ofiara, zdecydowanie nie tamta mała dziewczynka z piwnicy. Niegodziwość, kłamstwo, skłonność do manipulacji słabych umysłów – Lisette zniknęła w obłokach śmierci, a jej smutny cień, ostatni oddech porwała ciemność.

Historia lubi się powtarzać, ale zanim pomyślicie, że czeka na Was kolejna powieść o opętaniu i małych dziewczynkach, to  warto zwrócić uwagę, jak nastrojową atmosferę w „Przeklęte bądź dziecię” tworzy wykorzystany wątek cygański. Diakka to jedynie podstawa, to jedynie zaczepka fabularna, bo na pierwszy plan wysuwają się Cyganie, ich wierzenia, legendy, opowieści, które snują się między stronami, nadając całości unikatowej nuty. Nuty, którą nieczęsto spotykamy w takim dopracowaniu i natężeniu w opowieściach grozy, jako że zazwyczaj traktowana po łebkach, szybko staje się kolejną horrorową kliszą. Tutaj natomiast nadaje całości intrygującej głębi i stanowi wisienkę na torcie. Mort Castle unika epatowania przemocą, wręcz stroni od krwawych opisów okrucieństwa czy zwyrodniałych krzywd. Wystarczy, że zarysuje sytuację, a ona rozrasta się w naszej wyobraźni i nabiera niepokojących kształtów. Więcej już nie potrzeba – to co wykluje się na końcu wystarczy, by przerazić czytelnika do reszty.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo w lustrzanym odbiciu nie widzę już siebie.

O.

*”Przeklęte bądź dziecię” Morta Castle może upolować na stronie sklepu Okolicy Strachu. <3

Komentarze do: “Bezsenne Środy: „Przeklęte bądź dziecię” Mort Castle – PATRONAT

Dodaj komentarz