„Złe towarzystwo” Robyn Harding – recenzja

Pełna intryg i kłamstw historia, która obnaża ludzką naturę w dramacie rodzinnym „Złe towarzystwo” Robyn Harding.

Złe towarzystwo zawsze jest wszystkiemu winne. Co niedobre, krzywdzące, niemoralne – to nie my, to ktoś inny, ktoś, kto przyszedł, przekonał nas, namówił do grzechu. Jakiś diabeł w ludzkiej skórze, któremu zależy na naszej porażce, by zniszczyć nasze perfekcyjnie utkane życie, czystą duszę i nieskalaną osobowość. Złe towarzystwo może być każdym. A to kolegą, który zaprosił na firmową imprezę prostytutkę i tak jakoś wyszło. A to przyjaciółką, która postawiła o jednego drinka za dużo i wsiadła za kierownicę samochodu. Nastolatką, która nie umiała powiedzieć nie na urodzinach koleżanki… A potem lawina kłamstw, półprawd, snutych teorii i czająca się paranoja. Gdyby nie złe towarzystwo, to nigdy by do niczego nie doszło.

Urocza, pracowita, perfekcyjna Hannah niebawem kończy szesnaście lat i planuje domową imprezę, na którą zaprosi najbliższe koleżanki, w tym Lauren i Ronni, dwie szkolne królowe towarzystwa. Plan jest prosty: dziewczynki przemycą alkohol, przemycą narkotyki, może chłopaki wpadną na chwilkę lub dwie, oczywiście jak tylko rodzice Hannah pójdą spać i nikt dorosły się nie dowie. Wszystko poszłoby zgodnie z planem, gdyby nie to, że podczas imprezy dochodzi do nieszczęśliwego wypadku ­- Ronni wpada na szklaną ławę, a odłamki trwale uszkadzają jej ciało. Rodzice Hannah, Jeff i Kim, nie widzą w tym wypadku swojej winy, niestety matka Ronni, Lisa, uważa inaczej i żąda zadośćuczynienia. Zaczyna się batalia, w którą wciągnięci zostają wszyscy rodzice powiązani ze sprawą, ich znajomi, znajomi znajomych i dzieciaki ze szkoły. Kiedy opadną maski runą w pył wszystkie fasady perfekcyjności.

„Złe towarzystwo” Robyn Harding, przeł. Magdalena Rychlik

Robyn Harding stworzyła kameralny dramat, w którym napięcie rośnie z każdym kolejnym rozdziałem, a problemy narastają lawinowo, im dalej wszyscy brną w kłamstwa i intrygi. Zaczyna się egoistyczna parada obrzucania i przerzucania się winą, szukania kolejnych ofiar i składania pozwów, w której dorośli odgrywają swoje role, a dzieciaki swoje, za plecami rodziców. Okazuje się, że każda miłość – małżeńska, młodzieńcza, przyjacielska, a nawet  rodzicielska miewa swoje granice, kiedy w grę wchodzą pieniądze, utrata zaufania i dobrego imienia. Złym towarzystwem są wszyscy bohaterowie powieści Harding , wystarczy postawić ich pod ścianą, zagrozić obnażeniem ich prawdziwej natury, a każdy z nich sam pokazuje na co go stać.

Każdy ma swoje tajemnice, każdy ma coś do ukrycia, żadna rodzina nie jest idealna, czyli w „Złym towarzystwie” Robyn Harding jak u Lwa Tołstoja wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób. To rodzinny dramat, który obnaża po kolei wszystkie słabości bohaterów, ich niespełnione pragnienia, ukryte marzenia, perwersje i sny. Atmosfera jest gęsta od nieufności, lepka od kłamstw, śmierdząca strachem… Pod ciężarem własnego sumienia upadną ostatnie bastiony normalności.

Kto lubi intrygi i rodzinne dramaty, ten w „Złym towarzystwie” odnajdzie godnego kompana.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński. <3

**Zapraszam na filmik!

Komentarze do: “„Złe towarzystwo” Robyn Harding – recenzja

  1. Juliusz napisał(a):

    Fajna okładka. Książka sama w sobie też brzmi całkiem całkiem! Takie rodzinne dramaty często kryją w sobie coś mocnego.

Dodaj komentarz