Bezsenne Środy: „Pudełko z guzikami Gwendy” Stephen King i Richard Chizmar – recenzja

Nie Kochani, to nie będzie horror, to będzie jedynie lekki powiew grozy, jednak w jak najlepszym stylu prosto od Króla Horroru Stephena Kinga i Richarda Chizmara – „Pudełko z guzikami Gwendy”.

Co byś zrobił, gdybyś mógł zrobić wszystko? Tak, dobrze przeczytałeś – WSZYSTKO? Gdyby jednym ruchem palca można było zniszczyć pół świata, obrócić jakiś kawałek ziemi w pył, albo, mniej ambitnie, posłać kogoś do piachu, kogoś, kto robi problemy, nie jest lubiany, szuka guza? To wielka odpowiedzialność taki guzik, niekończąca się liczba wyborów i ścieżek, które zawsze mają po kilka możliwych rozwiązań. Mając taki guzik pod ręką każdy kolejny krok nabiera znaczenia, każda sytuacja ma wiele możliwych wyjść. To niespotykana moc, potężna siła.

A teraz wyobraźcie sobie, że guzików jest kilka!

W pewien letni dzień 1974 roku życie dwunastoletniej Gwendy zmieniło się bezpowrotnie. Wbiegła zdyszana po legendarnych już Schodach Samobójców w miasteczku Castle Rock w stanie Maine, by na pobliskiej ławce napotkać mężczyznę z czarnym melonikiem na głowie i tajemniczym pudełkiem na kolanach. Pudełko ma kilka guzików, do tego dźwignie i szufladki. Pudełko to prezent, to niezwykły dar, to wielka odpowiedzialność. Pudełko to także narzędzie, by móc odmienić los swój i innych. Teraz należy do Gwendy i tylko od niej zależy, jak go wykorzysta. Natomiast nieznajomy mężczyzna będzie powracał do niej w koszmarach, by przypominać o swojej obecności i sile pudełka.

„Pudełko z guzikami Gwendy” Stephen King i Richard Chizmar, przeł. Danuta Górska

Ach, jak ja przepadam za Kingiem w krótkiej formie! Jego opowiadania, nowele, powiastki są jak te czekoladki od nieznajomego w meloniku, jak cukiereczki, jak przysmaki, które niby są jedynie przystawką, niby zaspokajają pewien głód, ale tylko podsycają pragnienie, by sięgać po więcej i więcej. „Pudełko z guzikami Gwendy” jest taką niepozorną historyjką, która wcale nie straszy, ale jednocześnie pokazuje kunszt opowiadacza i gawędziarza, jaki wciąż rozbrzmiewa w kingowej duszy. Życie Gwendy zostaje naznaczone odpowiedzialnością, kończy się czas dzieciństwa, pojawia się czas dorosłych wyborów, a ten jak wiadomo, nie jest już czasem beztroski…

Wielbiciele strachów i potworów w „Pudełku z guzikami Gwendy” nie mają za bardzo czego szukać, ale miłośnicy pysznych opowieści z nutką niepokoju już jak najbardziej. Stephen King i Richard Chizmar zadbali, by od pierwszych stron czuć było klimat prosto z Castle Rock, miasteczka, które widziało niejedną dziwność, przeżyło niejeden terror i w zasadzie „dzięki” serialowi zatytułowanemu „Castle Rock” przeżywa kolejne koszmary, wciąż od nowa, niezmiennie, jak to mają w zwyczaju nieistniejące miasteczka zaklęte w czasie pośród lasów stanu Maine. Wracają znajome elementy krajobrazu, a w opowieści Gwendy – historii odpowiedzialności i podstępnego losu – powraca ciemność, która wszystkim mieszkańcom tego miasteczka towarzyszy od początku jego istnienia.

Komu będzie mało Gwendy i jej guzików nie musi się martwić – niech potraktuje jej dzieje jako przystawkę i sięgnie po pozostałe kingowe tytuły, których akcja rozgrywa się miasteczku, a poczuje ten niesamowity klimat.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo nie wiem, czy kliknąć, czy może raczej nie…

O.

*Zajrzyjcie na kanał!

 

Komentarze do: “Bezsenne Środy: „Pudełko z guzikami Gwendy” Stephen King i Richard Chizmar – recenzja

Dodaj komentarz