„Perfect Victim” Corrie Jackson – recenzja

Po udanym „Fashion Victim” (recenzja TUTAJ) Corrie Jackson kontynuuje dzieje dziennikarki śledczej Sophii Kent w drugim tomie swojej kryminalnej serii – „Perfect Victim”.

W Tamizie wyłowione zostaje ciało znanej prawniczki, a dziennikarka „The London Herald”– Sophie Kent – powraca na śledcze tory. Okazuje się, że głównym podejrzanym w sprawie jest jej najlepszy przyjaciel, czyli Charlie Swift. Sophie zrobi wszystko, by oczyścić jego imię, ale w toku śledztwa okazuje się, że ten charyzmatyczny, perfekcyjny w każdym calu, idealny mąż i wymarzony przyjaciel ma swoje brudne sekrety i tajemnice, których nigdy nie było widać w jego wyidealizowanym świecie. Jak daleko posunie się Sophie, by chronić swojego przyjaciela?

Komu można zaufać, kiedy okazuje się najlepszy przyjaciel, człowiek, o którym zdaje się, że wiemy wszystko okazuje się być kimś innym, niż udawał przez te wszystkie lata? Kiedy pozornie perfekcyjny mąż zamienia się w kogoś, kto nie mieści się już w instagramowo-facebookowym świecie ideałów? Kiedy za maską doskonałego uśmiechu, za błękitem oczu ukrywa się ktoś, kogo nikt by się tam nie spodziewał? Corrie Jackson stawia swoją bohaterkę przed nie lada wyzwaniem, dając jej jeden z najtrudniejszych wyborów. Sama Sophie już miota się w życiu prywatnym, narażona jest na przeżywanie wciąż od nowa osobistych tragedii, a obalenie ostatniego stałego fundamentu w jej życiu może mieć niewybaczalne skutki.

To zawsze jest dość niefortunne, kiedy świetna opowieść okazuje się być poplątana i formalnie niedopracowana, a to właśnie przytrafiło się „Perfect Victim”. Nazwijmy to taką nietypową klątwą drugiego tomu, w którym sama fabuła jeśli nie jest lepsza, to jest równie dobra co pierwszy tom, natomiast wykonanie pozostawia co nieco do życzenia. Odpowiedź na chaos, który napotykamy w powieści można odnaleźć w podziękowaniach, w których Corrie Jackson przyznaje, że pisała „Perfect Victim” podczas swojego największego życiowego zawirowania – przeprowadzki za ocean, organizowania nowego domu i wreszcie… narodzin dziecka. Powieść pisała jakby przy okazji i to niestety widać. Co zrozumiałe, książka była uzupełnieniem prywatnego życia. Zabrakło czasu, zabrakło szlifu, co sprawiło, że wykonanie i warsztat osaczyły intrygującą fabułę kryminalną.

Warto przeczytać dla samej opowieści, warto przeczytać dla fascynującej zagadki, warto poznać kontynuację historii Sophie, ale warto wziąć też pod uwagę chaos, na który można natrafić po drodze, bo nigdy nic nie wiadomo.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

**Zapraszam na film i na konkurs!

Komentarz do: “„Perfect Victim” Corrie Jackson – recenzja

  1. Magda napisał(a):

    Pierwszy tom przypadł mi do gustu, do drugiego się przymierzam, ale coś czuję, że może również mi się spodobać 🙂

Dodaj komentarz