Najlepsze książki dekady 2009-2019

10 lat szalonego zaczytania. 10 lat pięknych czytelniczych wspomnień! 10 lat i mnóstwo przeczytanych książek!

Wybór finałowej dziesiątki wcale nie był prosty. Musiałam odtworzyć moje czytelnicze kroki i o ile z pomocą wielkobukowego bloga i portalu Goodreads nie było z tym problemu jeśli chodzi o ostatnie siedem lat (do Goodreadsa dołączyłam w 2012 roku i oznaczałam wszystkie przeczytane książki), to lata 2009, 2010 i 2011 były z początku zagadką. Jednak wszystko da się odtworzyć i w końcu doszłam do tego co i kiedy oczarowało moje czytelnicze serce.

Przed Wami zestawienie moich NAJLEPSZYCH KSIĄŻEK DEKADY. I zaznaczam raz jeszcze – to moje subiektywne zestawienie ulubionych książek z ostatnich lat. Część z nich faktycznie została opublikowana w konkretnym roku, a inne poznałam właśnie wtedy i dlatego pojawiły się w zestawieniu.

Przed Wami moje najsmakowitsze kąski literatury polskiej i zagranicznej, najlepsze książki dekady wg Wielkiego Buka!

2019:

„Nazywam się Stephen Florida” Gabe Habash

Pot i krew i ślina. Więcej potu, więcej krwi, więcej śliny. Stephen Florida nie płacze. Tylko ulepsza się w nieskończoność. To jedna z najbardziej inspirujących postaci, nawet wtedy, gdy sięga samej ciemności. Powieść wielka. Majestatyczna. Potężna jak zapaśnik, który nigdy się nie poddaje, który nawet jak upada na matę wstaje, by udowodnić wszystkim wokół, że się da. Gabe Habash między słowami zaklął całą ludzką samotność, cały strach przed zapomnieniem, całą walkę jednostki o samostanowienie. ZACHWYCAJĄCA PROZA! Recenzja TUTAJ

„Nad Zbruczem” Wiesław Helak

Powieść, która nawróciła mnie na polską powieść historyczną, która otworzyła przede mną cały nowy świat literackich doświadczeń. Opowieść o polskim pograniczu, o dolinie rzeki, która dzisiaj być może przez wielu jest już zapomniana, a która przez lata była niemym świadkiem historycznych wydarzeń, a także tworzyła symboliczną granicę cywilizacji – między Zachodem a Wschodem. Wiesław Helak snuje dzieje polskiego rodu, a jednocześnie ukazuje koniec polskiego ziemiaństwa, wymieranie dworków jako centrum polskiej myśli. Na dokładkę, zachwyca absolutnie precyzją, językiem wartkim, a poetyckim, polszczyzną, której nie spotyka się już we współczesnej literaturze.

2018:

„Następne życie” Atticus Lish

Były amerykański żołnierz Atticus Lish prezentuje portret współczesnych kochanków na tle rozpędzonego Nowego Jorku w debiutanckiej, niezwykle przejmującej powieści o miłości i sile przetrwania. To przejmująca do szpiku kości, melancholijna i przygnębiająca opowieść, która miejscami daje nadzieję, ale częściej ograbia z niej czytelnika. O Ameryce, która dawniej była niczym ziemia obiecana, ale dzisiaj już niczego nie obiecuje. Recenzja TUTAJ

„Dżozef” Jakub Małecki

Brawurowe połączenie powieści dresiarskiej, powieści grozy i prozy wysokiej to ryzykowna, niemal wybuchowa mieszanka, a kiedy dodamy szczyptę Josepha Conrada, któremu Jakub Małecki składa tu hołd, to aż trudno oderwać od „Dżozefa” wzrok, trudno oderwać myśli. To moja najulubieńsza powieść Kuby, chociaż wcale nie jego najlepsza. Po prostu mam do niej słabość! Recenzja TUTAJ

2017:

„Lincoln w Bardo” George Saunders (czytana w oryginale)

To zasłużony zdobywca Nagrody Bookera 2017, przejmująca, napisana w wyjątkowy, niepodrabialny sposób opowieść o godzeniu się ze śmiercią i żałobie. Do bólu amerykańska, ale porusza tematy uniwersalne. Szkoda, że u nas przeszła raczej bez większego echa.

„Rdza” Jakub Małecki

W temacie polskiej powieści zmieniło się niewiele. Jakub Małecki znów oczarował mnie poruszającą opowieścią o przyjaźni, o rodzinie, o klątwie i o wojnie też. Poraża swoją delikatnością, wrażliwością na ludzką krzywdę, na ten stan zawieszenia, kiedy wszystko wydaje się być już stracone. Recenzja TUTAJ

2016:

„Euforia” Lily King

Ułamek życia amerykańskiej antropolożki, badaczki kulturoej i skandalistki Margaret Mead. Przed czytelnikiem ostatnie chwile wielkich odkrywców i antropologicznych zachwytów, niedługo przed wojną, a do tego miłosne uniesienia, żarliwe dyskusje i chwile najwyższych inspiracji w dżungli Nowej Gwinei, w cieniu nadchodzącej zagłady. Recenzja TUTAJ

„Biała Rika” Magdalena Parys

Powieść osobista i zaledwie inspirowana jednocześnie, pełna prywatnych wspomnień i z tych wspomnień paradoksalnie wyzuta, niemniej na pewno bardzo meta, w tym sensie, że wykracza ponad to, co uznajemy za tradycyjną, szablonową opowieść. Pod płaszczykiem prostej narracji ukrywa się wymagająca historia o pokoleniach kobiet o rozdwojonych duszach. Kobiet, które może wcale nie chciałyby wybierać, ale zmusiło je do tego życie, sytuacja polityczna, zwyczajnie miłość. Piękna, szczera, prawdziwa do bólu. Recenzja TUTAJ

2015:

„Stacja jedenaście” Emily St John Mandel (czytana w oryginale)

Jedna z najpiękniejszych opowieści o zagładzie ludzkości i tym, co pozostaje po końcu świata. Niby historia ludzkości po apokalipsie, ale to nie upadek jest tutaj najważniejszy, nie przetrwanie samo w sobie, ale odrodzenie i to, co sprawia, że jesteśmy cywilizowanymi ludźmi. Opowieść o sile kultury i literatury, o tułaczce i przywracaniu harmonii. Bo przetrwanie nie wystarczy.

„Dygot” Jakub Małecki

Rodzinna saga przepełniona tajemnicą, sekretami mniejszymi i większymi, bolączkami i małymi chwilami niemal niezauważalnej szczęśliwości, z których składa się życie. To historia wiecznych wyrzutów sumienia, niemożności odnalezienia swojego miejsca oraz samotności pomiędzy bliskimi sobie ludźmi. O inności i zabobonie, który tę inność zniszczył. Jest tu szczypta magii, jest nienawiść i jest poszukiwanie – ukojenia i spokoju z dygoczących szponów życia. Należy do tych powieści, które są wielkie i znaczące, które hipnotyzują pięknem i detalem. Od tej powieści zaczęło się moje głębokie uczucie do prozy Kuby. Recenzja TUTAJ

2014:

„2666” Roberto Bolaño

Powieść potwór. Powieść olbrzym. Gargantuiczno-pantagrueliczna. Pożerająca czytelnika kawałek po kawałku. To przejmująca opowieść, której spoiwem są masowe zabójstwa kobiet w granicznej strefie Meksyku, w okolicach Ciudad Juarez. Ta historia nie unika makabry, nie unika okrucieństwa. Pokazuje przemoc taką, jaka jest. Pozostawia po sobie gorycz, smutek i zdziwienie. I dziesiątki pytań, wszystkie bez odpowiedzi. Kolejne sekrety. Kolejne tropy, które wciąż czekają, by ktoś za nimi podążył. Recenzja TUTAJ

„Ciemno, prawie noc” Joanna Bator

Jak dobrze wiecie, kocham polską literaturę, wspieram polskich autorów, śledzę uważnie nasz polski rynek książki, ale był taki czas, gdy po nasze rodzime tytuły sięgałam bardzo bardzo sporadycznie, niemal wcale. Wszystko odmieniła Joanna Bator, gdy zachęcona przyznaną jej Nagrodę Nike przeczytałam „Ciemno, prawie noc”. To było jak cios w brzuch. Jak objawienie. To jedna z tych fabuł niesamowitych, która w miarę czytania, w miarę upływu stron i rozdziałów, wywołuje w czytelniku naturalną potrzebą zwinięcia się w kłębek, w pozycji płodowej, tak by przeczekać najgorsze. W trakcie lektury rodzi się strach. Joanna Bator od tamtych chwil pozostaje moją najulubieńszą polską pisarką. Recenzja TUTAJ

2013:

„Gwiazdozbiór psa” Peter Heller

Postapokaliptyczna rzeczywistość. Świat po zagładzie. A w tym wszystkim Hig, który po stracie wszystkiego co kochał, z czasem zyskał nowych towarzyszy – szalonego żołnierza Bruce’a i psa Jaspera. We trójkę od lat próbują przetrwać w trawionym wszechobecną przemocą i postępującą deprawacją świecie. Heller udowodnił, że nie potrzeba wyrafinowanej formy, skomplikowanej fabuły, czy pędzącej na oślep akcji, by przekazać najważniejsze ludzkie uczucia, największe tęsknoty, złamane serce, ból. Wystarczyły prosty język, zrozumiałe symbole i metafory, skromne otoczenie i szczery bohater. Perełka! Recenzja TUTAJ

„Szczęśliwa ziemia” Łukasz Orbitowski

Przyjaciele z dziecięcych lat. Ostatnie lato. Taniec w podziemiach i marzenia, które mogą się spełnić. I spełniają się, chociaż ich konsekwencje nie są wcale takie, jak by ktokolwiek się spodziewał. Jest ból. Strata. Tęsknota. Jest stary zamek i tajemnica w jego korytarzach. Żywa legenda. I jest miasteczko bez przyszłości, którego sekrety przechodzą z pokolenia na pokolenie. O sile przyjaźni. O konsekwencjach marzeń. O poświęceniu. Recenzja TUTAJ

2012:

„Krwawy południk” Cormac McCarthy

Do dziś jest to książka mojego życia. Jeden z największych Dużych Buków. Być może dlatego, że McCarthy to odpowiedź na ten mroczny zew mojej duszy, na tę najbardziej melancholijną część mojej osobowości. „Krwawy Południk” to jego najlepsza i najmocniejsza powieść, która działa na wyobraźnię mocniej od porządnej szklanki bourbona. Okrutna wizja pustynnej wędrówki przez wyjałowione ziemie Pogranicza, na której nikt nie ma litości. A w tym wszystkim Sędzia i jego jeźdźcy, którzy plądrują spaloną ziemię. Trudno w to uwierzyć, ale to opowieść oparta o prawdziwą historię. Bezwzględnie mocna. I czasami jak zamknę oczy wydaje mi się, że i ja sunę z nimi po pustyni Sonory.

2011:

„W ciemność” Cormac McCarthy

Gotycka, okrutna baśń i przypowieść o ludzkim cierpieniu i wyrzutkach skazanych na zło, o grzesznikach, o awanturnikach i o śmierci, która czuwa i czeka.

Powieść McCarthy’ego to przepełniona symbolami i metafizycznymi odniesieniami przypowieść o życiu. O wygnaniu z raju za ostateczny grzech i tułaniu się po ścieżce, która ma tylko jeden cel. Miejscami wydaje się, że człowiek jest tu narzędziem Boga, jego zabawką, ale to nie jest prawda. W momencie wyboru grzechu bohaterowie po raz pierwszy wykazują się własną, nieprzymuszoną wolą. Podobno świat rozpoczął się od upadku ludzkości, od wyjścia z wewnętrznego mroku w wielką, przepełnioną cierpieniem ciemność. Recenzja TUTAJ

2010:

„Atlas zbuntowany” Ayn Rand

Jedni jej nienawidzą. Inni kochają. Powieść-gigant, olbrzym gargantuiczny, potwór z przesłaniem. Biblia filozofii obiektywizmu. Poznałam na studiach, podsunął mi mój Kuba. Zatopiłam się w niej bez reszty. Nie zgadzam się z Rand w wielu aspektach, ale tak jak ona i jej bohaterowie wierzę w siłę człowieka. W moc jednostki. Tak jak oni wysoko cenię ciężką pracę. Tak jak oni wspieram indywidualizm i myśl własną. Być sobą przede wszystkim. Nigdy kimś innym. Nigdy nie podążać ślepo za tłumem. Nie czekać na cud, który nigdy nie przyjdzie. Nie patrzeć tępo, gdy dzieją się rzeczy nieodwracalne. Czytać. Pisać. Tworzyć. Kreować rzeczywistość, bo to jest możliwe. To jest w zasięgu możliwości.

2009:

„Marina” Carlos Ruiz Zafon

Niezwykła, magiczna historia piętnastoletniego Oscara i fascynującej Mariny. Łączy w sobie thriller, horror, powieść przygodową i opowieść gotycką. I romans. A wszystko na tle Barcelony, która dzięki Zafonowi stała się jednym z najbardziej wyjątkowych miejsc na świecie. Miasto żyje sekretnym życiem na kartach książki, oddycha i nawet jeśli początkowym zamysłem autora „Marina” miała być książką dla młodzieży, to im dalej w lekturę, tym bardziej oddala się od tej koncepcji. Tajemnice, śledztwa, namiętność, pierwsza miłość i śmierć. O marzeniu z młodości.

To było 10 wspaniałych zaczytanych lat! Podzielcie się swoimi ulubieńcami ostatniego dziesięciolecia!

Bo warto czytać.

O.

Komentarze do: “Najlepsze książki dekady 2009-2019

    • Olga Kowalska napisał(a):

      Polecam! Nie jest to łatwa proza, nie jest przyjemna, ale jednocześnie diabelnie mroczna i satysfakcjonująca!

Leave a Reply