Site icon Wielki Buk

Bezsenne Środy: ULUBIONE POLSKIE HORRORY

Horror to gatunek niszowy, nic nowego pod słońcem, polski horror to nisza pośród niszy, a jednak warto, byście i Wy poznali tych twórców, byście poznali ich opowieści, o ile oczywiście jeszcze ich nie znacie.

Poznajcie moje ulubione POLSKIE OPOWIEŚCI GROZY!

„Powrót” Wojciech Gunia

Perełka pośród literatury grozy i horroru. Gunia zabiera czytelnika do bezimiennych miast, w szarość i mgłę, gdzie trwa niekończąca się zgnilizna jesiennych dni… To zbiór opowiadań niesamowitych i nadzwyczajnych, które zapisują się w sercu czytelnika i zostają w głowie na zawsze. Czternaście opowieści niczym w kolorach sepii, spranych, groteskowo wypaczonych… Recenzja TUTAJ

„Gałęziste” Artur Urbanowicz

Co to był za debiut! Jako osoba, która za drzewami nie do końca przepada, a raczej, która drzew się boi w „Gałęzistym” odnalazłam wszystkie moje największe strachy i fobie. Do Białodębów wracałam dwukrotnie i dwukrotnie zachwyciła mnie wszechwładna potęga lasu, drzew i tych, którzy w nim mieszkają. I charakterystyczny styl Artura też. Teraz po „Inkubie” to najgorętsze nazwisko polskiej grozy i nie ma co się dziwić. Artur w zanadrzu ma już w przygotowaniu kolejne opowieści, na które ja czekam wyjątkowo mocno! Recenzja TUTAJ

„Biały Słoń” Jacek Piekiełko

Jedno z moich największych tegorocznych odkryć! Autor zabiera nas na Huculszczyznę, by rozwiązać zagadkę zaskakujących, makabrycznych zbrodni. Powieść iście intrygująca – połączenie kryminału, dreszczowca i powieści grozy w jednym, która ma szansę pochłonąć bez reszty nie tylko wielbicieli kryminałów, czy rasowych thrillerów, ale miłośników grozy, legend, folkloru i bezsennych nocy również. A dzięki kryminalnej formie kryje w sobie ten uniwersalny sznyt, który pozwoli mam nadzieję przebić się autorowi dalej i trafić do szerokiego grona czytelników. Recenzja TUTAJ

„Dom na Wyrębach” Stefan Darda

Głośny i nagradzany debiut Stefana Dardy, który nieprzypadkowo z czasem zyskał status kultowego wciąż robi na mnie wrażenie nie wychodzi z głowy. Sprowadza na manowce, wyciąga na nieuczęszczane leśne trakty, na ciemne ścieżki, nieoczywiste szlaki. Darda to mistrz snucia gawędziarskich opowieści, mieszania zabobonów i niesamowitej słowiańszczyzny. I chociaż te motywy wracają wciąż w jego opowieściach, to jednak do Domu wciąż wraca się z największą przyjemnością. Recenzja TUTAJ

„Nie ma wędrowca” Wojciech Gunia

Wojtek Gunia raz jeszcze, ale tutaj nie ma przesady. Opowieść straszna i tragiczna zarazem, dotykająca konfliktu jednostki skonfrontowanej z ciężarem koszmarów historii. Byt i niebyt spotykają się pośród buchającym ogni pełnych trocin, pośród pokrytych lodem drewnianych bali, w zapachu żywicy, potu i odwiecznej śmierci. Recenzja TUTAJ

„Folk” Tomasz Czarny i Marcin Piotrowski

Leśne ostępy na bieszczadzkim odludziu, ludzka rzeźnia i rodzina kanibali, czyli horror ekstremalny w najlepszym wydaniu i kolejny dowód na to, że splatterpunk ma się w Polsce całkiem dobrze. Widać tutaj nawiązania do Edwarda Lee, widać nawiązania do Jacka Ketchuma. To lektura dla czytelników tylko o mocnych nerwach i o mocnych żołądkach. Recenzja TUTAJ

„Potępiona” Bartłomiej Fitas

Jeden z najlepszych horrorów zeszłego roku, bez dwóch zdań! Debiutancki znakomity horror w starym dobrym klasycznym stylu. Po prostu horror z krwi i kości, więc miejscami straszy pysznie, zaskakuje na dokładkę i bawi się czytelnikiem. Trochę tu gore i flaków, trochę tu typowych chwytów grozy klasy B, trochę dziwności z weirdu, a wszystko ze szczyptą kryminału. Hasło tej opowieści to: ONA patrzy, ONA pamięta, ONA nie pozwoli o sobie zapomnieć.

„Zacisze” Tomasz Krzywik

Gdzieś pośród ścielących się mgieł, gdzieś pośród milczących mazurskich jezior czeka na zmęczonego podróżnika „Zacisze”. Miejsce, które przypomina nieco miasteczko Silent Hill, w którym ciemność wgryza się w zakamarki i nie wiadomo do końca czy rzeczywistośc wokół nas to prawda czy jedynie wyśniony koszmar. Recenzja TUTAJ

„Ćma” Jakub Bielawski

Niby weird fiction, a jednak znowu mamy tu ujęcie bardziej uniwersalne. Zapyziałe śląskie miasteczka, dorastające dzieciaki, pogubione, szukające swoich tożsamości. Ta historia wychodzi poza schematy podgatunku grozy jakim jest weird fiction, by osaczyć swojego czytelnika, zahipnotyzować go i przyciągnąć na powrót w sidła dziwacznej, pokrzywionej opowieści. Zaciągnąć prosto w ciemność. Recenzja TUTAJ

„W malinowym chruśniaku” Dagmara Adwentowska

Kobieca perełka pośród zdominowanej przez męskie głosy polskiej grozy. To jedno z opowiadań grzesznej antologii Magazynu Histeria, nawiązujące do grzechu obżarstwa. Wakacyjny czas pełen kuszących smakołyków, dzieciństwo wypełnione tajemnicą poniemieckie gospodarstwo, stary cmentarz, a wokół cmentarza malinowy chruśniak, a w nim owoce, których sam zapach kusił niemożliwie, a które od zawsze były rodzinnym tabu… To cudownie aromatyczna, hipnotyzująca opowieść, która często do mnie powraca. Recenzja TUTAJ

BONUS: „Demon ruchu” Stefan Grabiński

Klasyka polskiej grozy, a w niej tajemniczy majestat pociągów, który będą wnuczką kolejarza – ogromnie doceniam. A w opowieści pędzące wagony, metalowe szyny, wiry powietrza i podróż jakby donikąd. Historia porywająca grą słów, dudniącymi kołami, budząca pragnienia potężniejsze od ludzkiego rozumu. Recenzja TUTAJ

Jestem ciekawa, które utwory polskiej grozy przemówiły najmocniej do Waszej wyobraźni, które zachwyciły Was, które przeraziły.

Bo warto czytać.

O.

Exit mobile version