„Latawiec z betonu” Monika Milewska – PATRONAT i recenzja

Blog_THUMBNAIL Recenzja LATAWIEC Z BETONU

Jedno z moich najwcześniejszych, wyraźnych wspomnień wczesnego dzieciństwa to pogrążony w mroku, nieskończenie długi korytarz z podłogą usianą petami i gruchającymi gołębiami gdzieś nad głową. Wokół hulający, gwiżdżący wiatr i mama niosąca jamnika pod pachą, próbująca dostać się do działającej windy w klatce obok. Do dzisiaj ten moment wraca w moich snach. Czasami to korytarz prawdziwy, czasami wyolbrzymiony – monumentalny, oniryczny korytarz wieżowca, który mógłby być symbolem jednego z tym pseudo-corbusierowskich koszmarków, jakich powstawało na pęczki w tamtych utylitarnych, modernistycznych czasach. Korytarz budynku, który mam we krwi, kawałek blokowiska, w którym się wychowałam, w którym mieszkam, odprysk domu o milionach zapachów, setkach mieszkańców, dziesiątkach mniejszych i większych problemów, niezmiennych od lat.

Takim budynkiem kultowym już w niechlubnej historii polskiej architektury współczesnej jest PRL-owski mrówkowiec, drugi pod względem długości budynek mieszkalny Europy, groteskowy fenomen, który miał być jedynie „tymczasowym rozwiązaniem”, czyli gdański falowiec, który stał się bohaterem realistycznie-magicznej powieści Moniki Milewskiej „Latawiec z betonu”.„Kiedy przyszli pierwsi ludzie – rybacy, pasterze i dokerzy – nie wiedzieli, że z dziełem diabła mają do czynienia. Myśleli, że to wiatr od morza tak ten dom pofalował, że wije się w pyle i kurzu budowy. I nazwali go falowcem. I zamieszkali w nim.”

Gdański falowiec. 32 metry wysokości, 13 metrów szerokości, 860 metrów długości. 11 pięter, 16 klatek schodowych, 1792 mieszkania. Moloch, w którego trzewiach spotkać można krowę na balkonie, samobójcę na galerii, a winda, jeśli w ogóle działa, to zatrzymuje się co kilka pięter, a na dziesiąte nie dojeżdża już w ogóle. To dzieło życia pewnego Inżyniera, który w 1975 roku wyrusza spacerem po krętych korytarzach falowca, by z zaskoczeniem skonstatować: Zakrzywiłem przestrzeń, zakrzywiłem czas. Każda kolejna klatka przenosi go w przyszłość dalszą i bliższą, a Inżynier przeżywa największe wydarzenia historyczne nadchodzących dziesięcioleci jak przyjazd Jana Pawła II do Polski, kształtowanie się Solidarności, stan wojenny… Pośród narzekań sąsiadów, ludzkich dramatów większych i mniejszych poznaje przyszłość gdańskiego Przymorza i całej Polski.

 „Porzucone betonowe płyty, rozkopane kwadraty ziemi, które z nieznanych przyczyn wciąż nie mogły zamienić się w trawniki, zardzewiałe łopaty wbite w porośnięte samowolnie trawą hałdy, mozaiki gruzu i piasku  – wszystko to budziło w budowlańcu najczulszy ojcowski zachwyt.”

Falowiec Moniki Milewskiej to miejsce, w którym czas płynie i faluje, tak jak falują kolejne elementy monstrualnego kolosa. Klatki to kolejne czasoprzestrzenie, różne pory roku, alternatywne rzeczywistości, swoiste ekosystemy, istniejące na sobie jedynie zrozumiałych zasadach. Inżynier, sam idealnie oddający definicję homo sovieticus – człowieka podporządkowanego władzy, który czerpie przyjemność z ubezwłasnowolnienia – dostrzega absurdy systemu, dostrzega niesprawiedliwości historyczne dziejów, dostrzega rysy i pęknięcia, a wszystko to, nie opuszczając murów swojego ukochanego dzieła. Jego falowiec drży w posadach, inspiruje do działania, burzy PRL-owskie schematy myślenia, a Inżynier widzi ten bunt, obserwuje sprzeciw i przyswaja świadomość, że społeczeństwo rodzi samodzielnie myślące jednostki, nawet w środowisku ściśle działającym przeciw samodzielnemu myśleniu. Tym, które Inżynier sam wykreował.

 „A potem przyśnił mu się latawiec. (…) Ciążył mu długi pofalowany ogon. Inżynier przyjrzał się mu uważnie. Ogon miał okna, drzwi i galerie i ciągnął się aż na pół mili. Zbudowałem latawiec z betonu – pomyślał inżynier i zasnął głęboko, bez snów.”

Przez „Latawiec z betonu” Moniki Milewskiej przepływa się jak przez senny majak. W głowie zostają charakterystyczne obrazy, odstające elementy układanki, jak puzzle z innego zestawu wciśnięte na siłę  – balkonowa krowa, krasnoludki na ścianach, domek dla lalek wielkości mieszkania… Uchwycone echa dziwności falowca, który jest fenomenem sam w sobie. Do dzisiaj potrafi zachować odrębny mikroklimat, zależny od strony, z której znajduje się mieszkanie, od nasłonecznienia i siły powiewów wiatru. Jego budowa fascynuje, przyciąga wzrok i idealnie pasuje do współczesnego, turpistycznego umiłowania wyjątkowości, nawet, a może przede wszystkim wbrew, klasycznej estetyce piękna.

Monika Milewka uchwyciła w „Latawcu z betonu” przekrój polskiego społeczeństwa, wszystko to, co tworzyło nasz kraj przez lata i jeszcze więcej. Stworzyła perfekcyjnie utkaną opowieść i satyryczny komentarz w jednym. Baśń o modernistycznych wizjach betonowych szlaków, przepełnionych zsypach i ludziach zwyczajnie niezwykłych. Opowieść niebanalna. Opowieść doskonała.

O.

*Za recenzję i możliwość patronowania temu niezwykłemu tytułowi dziękuję Wydawnictwu WAM/MANDO <3

PodziękowanieMando

UWAGA! RABAT!

➡KOD RABATOWY -30% na „Latawiec z Betonu”: 

WIELKIBUK na stronie wydawnictwowam.pl

**Zapraszam na film! (wieczorem)

***Wszystkie cytaty pochodzą z powieści Moniki Milewskiej „Latawiec z betonu”.

Komentarze do: “„Latawiec z betonu” Monika Milewska – PATRONAT i recenzja

Dodaj komentarz