Bezsenne Środy: „Coś” John W. Campbell – recenzja PATRONACKA

Ten tekst oryginalnie pojawił się na Wielkim Buku 20 stycznia 2016. Pisząc lub mówiąc o „COŚ” Johna W. Campbella nic bym nie zmieniła i nie zmienię. Dodam jedynie, że wydanie, które oferuje Wydawnictwo Vesper to rozszerzona wersja noweli autora, w znakomitym przekładzie Tomasza Chyrzyńskiego, opatrzona fenomenalnymi ilustracjami Macieja Kamudy, do której dodano fragment kontynuacji o nieoficjalnym tytule „Istoty z innego świata”.

„Coś” to horror science fiction – dla miłośników grozy pozycja obowiązkowa!

Inność od zarania dziejów przerażała ludzkość. Inność, która wywoływała lęk, budziła wrogość, a nawet nienawiść. Inność kojarzona z tym co obce, z tym co niezrozumiałe i niemożliwe do pojęcia. Inność, która z początku być może zaciekawia, fascynuje, by w końcu odpychać i powrócić do punktu wyjścia. Ta awersja do inności, do obcości i wrogość z nimi związana prawdopodobnie ma wiele wspólnego z naszym pierwotnym instynktem. Lepiej zareagować negatywnie, okazać dominację, by samemu nie zostać zniszczonym. Ale co jeśli inność, jeśli wrogość i obcość kryje się pod znaną nam powłoką? Co jeśli niemal niemożliwe jest, aby wychwycić różnice, dojrzeć imitację, znaleźć potwora pod maską oszusta?

O inności, o obcości ukrytej w znajomej twarzy, której trzeba się bać, którą trzeba zniszczyć, zanim ona zniszczy nas opowiada niesamowita nowela nurtu grozy science fiction z 1938 autorstwa Johna W. Campbella, czyli „Coś?”, na którym John Carpenter oparł swój kultowy już horror – „The Thing” („Coś”).

Ekspedycja naukowa na odległych połaciach Antarktydy. Niemal czterdzieści osób w bazie, zaprzęgowe psy i… COŚ. Coś, na razie zamknięte w grubym lodowym klocu, który członkowie ekspedycji odkryli na śnieżnej powierzchni tuż obok statku kosmicznego, którym owo coś przybyło na ziemię, by od razu zniknąć w lodowej otchłani. Lód wokół TEGO roztapia się powoli, a naukowcy szukają odpowiedzi na pytanie – czym jest to obce ciało i czy wciąż tlą się w nim resztki życia? Odpowiedź przychodzi szybciej niż mogliby się tego spodziewać – ożywione ciepłem ciało znika, by odnaleźć się w psim kojcu, kiedy próbuje… stać się imitacją jednego z husky. Okazuje się, że COŚ ma unikatowe właściwości – potrafi naśladować każdą żywą tkankę, odbiera jej wspomnienia, cechy, gesty i staje się żywą mimikrą, gotową, by walczyć o przetrwanie. Czy członkom ekspedycji uda się uratować przed obcym? Czy zdołają rozpoznać kto z nich nie jest już sobą? Czy Antarktyda stanie się przyczółkiem nowej „obcej” ludzkości?

„Coś” wywołuje niesamowity, pierwotny lęk przed tym, co przeraża każdego człowieka – przed pojawieniem się idealnego sobowtóra, który będzie odgrywał naszą rolę, by przejmować kolejne elementy naszego życia i zniszczyć podstawowy zalążek ludzkości. Tutaj COŚ jest takim idealnym drapieżnikiem, jednostką tak bardzo ulepszoną, tak bardzo wyrafinowaną i zdeterminowaną, że najprawdopodobniej przejmuje kolejne światy i tworzy mimikry, perfekcyjne kopie, zamieniając życie w swoją imitację życia.

John W. Campbell wykreował bardzo klaustrofobiczną atmosferę grozy – upalne wnętrze bazy, w której od miesięcy żyje garść ludzi wymieszał z antarktyczną lodowatą przestrzenią, która zabija wszystko nawet jednym podmuchem. Ciepło z zimnem, życie ze śmiercią, tylko że śmierć przybrała formę życia i wkrada się coraz głębiej pośród ludzi. To zamknięty świat, w którym walka o przetrwanie jest już ostateczna, bo baza na Antarktydzie nie walczy jedynie o samych siebie, ale o jestestwo całej ludzkości.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo twarz drugiego człowieka nie jest już ludzką twarzą.

O.

*Zapraszam na film i na KONKURS!

Komentarze do: “Bezsenne Środy: „Coś” John W. Campbell – recenzja PATRONACKA

  1. Cynamonowy Sztruks napisał(a):

    Film to majstersztyk, najlepszy horror wczechczasów (filmowy) według mnie. 🙂

Leave a Reply