Bezsenne Środy: „Opowieści starego antykwariusza” M.R. James

Nie ma to jak porcja smakowitej, poczciwej, nie całkiem jednak niewinnej grozy w postaci zbioru jednych z najbardziej kultowych opowiadań gatunku – „Opowieści starego antykwariusza” M.R. Jamesa.

Stary antykwariusz zaczyna szeptać z ciemności. Koszmar zaczyna się zazwyczaj bardzo niewinnie. Od czyjejś przypadkowej opowieści. Od świadka niewyjaśnionych wydarzeń. Stary antykwariusz snuje opowieści o ruinach opactw, które skrywają pośród martwych kamieni swoje mroczne tajemnice. O przeklętych, oślizgłych potworach, które szukają zemsty zza grobu. O okultystach, którzy igrają z ciemnymi mocami, by zajść o krok za daleko w swojej mrocznej sztuce. O dziwnych przedmiotach, które przywołują uśpione wspomnienia lub całkiem realne demony ukryte za woalem rzeczywistości. O księgach, manuskryptach, zwojach i bibliotekach, w których słowa mają niepojęte moce.

Bo groza u M.R. Jamesa – jak na brytyjskiego akademika rodem z XIX wieku przystało – swój początek ma zazwyczaj pośród książek właśnie. Rodzi się pośród manuskryptów, starych spleśniałych zwojów, pośród zapomnianych regałów bibliotek. Wystarczy opowieść, legenda, zaklęcie ukryte między słowami, by narodził się potwór, duch, tajemnicza obecność i idące za nią przekleństwo. W „Opowieściach starego antykwariusza” strach również czai się między słowami. Groza nie jest dosłowna, ale rozłożona w czasie, igrająca tak z bohaterami, jak i z samym czytelnikiem. Czasami dosłowna, namacalna w swojej realności, ale najczęściej nie do końca realna, nadmiernie nawet tajemnicza, starodawna, a jednak wciąż działająca na wyobraźnię.

Nic dziwnego, że opowiadania M.R. Jamesa przetrwały próbę czasu i doceniają je także współcześni czytelnicy. Nie szkodzi, że nie do końca straszą, nie szkodzi, że nie przerażają do szpiku kości.  Stanowią jednak fantastyczne klasyczne opowieści o duchach, napisane w równie klasycznym stylu, które oczarowują i sprawiają moc frajdy, szczególnie w mroczne, zimowe wieczory.

Polujcie na „Opowieści starego antykwariusza” M.R. Jamesa. Jest w nich coś uniwersalnego, coś, co znamy z dziecięcych lat, ze starych filmów. A jednocześnie ten akademicki sznyt i brytyjski czarny humor, którym jego groza jest podszyta. Może nie zostają w głowie na długo, ale pozostawiają pewne wrażenie. Uczucie cudzej trwogi. I warto jest znać.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo stary antykwariusz snuje swoje opowieści…

O.

Komentarze do: “Bezsenne Środy: „Opowieści starego antykwariusza” M.R. James

Dodaj komentarz