„Krwawy księżyc” K.C. Hiddenstorm – recenzja

Historia pisarskich obsesji, małżeńskiego kryzysu i morderczych demonów ukrytych na dnie wyobraźni – „Krwawy księżyc” K.C. Hiddenstorm.

Dawno temu zawód pisarza naznaczony był aurą romantyczności. Pisarz jawił się jako postać niemal mityczna, symboliczna, za którą szła nieskończona fantazja i czysty, nieskażony intelekt. Przez lata pisarze pokazywani byli właśnie z takiej perspektywy i dopiero wraz z popularyzacją gatunku jakim jest groza, horror i thriller ten portret nieco się odmienił, przekształcił, zdewaluował. Mit ten obalił chociażby Stephen King, który do literatury wprowadził pisarzy ogarniętych manią, zagubionych między światem realnym a światem wyobraźni, niebezpiecznych zarówno dla samych siebie, jak i dla tych, którzy podejdą za blisko. K.C. Hiddenstorm poszła śladami Króla Horroru…

Wielką ma moc, kto słowem potrafi wznosić i obalać światy.

Victoria Page i Thomas Wilde to małżeństwo światowej sławy pisarzy. Ona od jakiegoś czasu próbuje pokonać pisarską blokadę, natomiast on rozkwita i po serii książek non-fiction decyduje się napisać swój pierwszy kryminał. Jego „Księżycowy zabójca” z miejsca staje się hitem i bestsellerem, Thomas bryluje w towarzystwie, natomiast Victoria obserwuje męża i z przerażeniem dostrzega dziwne zmiany w jego zachowaniu. Kiedy niedługo po premierze po Nowym Jorku zaczyna grasować morderca naśladujący książkowego „Księżycowego zabójcę” Victoria zaczyna podejrzewać Thomasa. I tak zaczyna się prawdziwy koszmar!

To właśnie było najgorsze w tej książce. Ten mrok, którym emanowała, te bestialskie pragnienia, jakie budziła w sercu tego, kto ją czytał.

W „Krwawym księżycu” pisarskie demony rodzą się powoli i niespiesznie dochodzą do głosu, ale kiedy już atakują, to z impetem i siłą, której nie sposób pokonać. Okazuje się, że wyobraźnia i jej niezbadane zasoby nie są wcale darem, ale przekleństwem, są skazą, którą trzeba nosić w sobie całe życie, a które mogą to życie bezpowrotnie zniszczyć. Zarówno Victoria jak i Thomas stają się ofiarami własnych możliwości, pragnień i namiętności. Problemy piętrzą się, narastają i w końcu eskalują, wybuchając krwawym gejzerem przemocy.

„Krwawy księżyc” oscyluje między dreszczowcem, małżeńskim dramatem a czystą, niezmąconą grozą. To opowieść o mocy, jaką ma słowo, o pasji i rozpaczy, jaką można ukrywać pomiędzy stronami. To historia potworów i demonów czających się na dnie duszy, podglądających z czeluści podświadomości, czyhających na ten jeden moment słabości, jedną chwilę bezsilności. K.C. Hiddenstorm zaskakuje czytelnika ze strony na stronę, skrzętnie buduje tajemnicę, sprowadza na manowce  i sprawia, że nie sposób przewidzieć zakończenia całej intrygi. Dobrze czyta się takie historie – to czysta radość z lektury.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Kobiecym. <3

**Zapraszam na film i na konkurs!

Komentarze do: “„Krwawy księżyc” K.C. Hiddenstorm – recenzja

  1. Cebulki Hrabiego napisał(a):

    Na pierwszy rzut oka zdziwiło mnie, że w kategoriach (te „tagged” na dole) było „polscy pisarze”… Ale teraz już wszystko rozumiem. 😀

    • Bombeletta napisał(a):

      Bardzo dobra, zaskakująca, trzyma w napięciu i ma świetną historię. <3

    • Bombeletta napisał(a):

      „Bardzo, bardzo zła” nic nie znaczy – rozwiń proszę myśl. 🙂 Dlaczego uważasz, że jest zła? Nie podoba Ci się fabularnie czy masz zastrzeżenia do języka albo stylu?

Dodaj komentarz