Bezsenne Środy: „Pamiętam cię” Yrsa Sigurðardóttir – recenzja

Zemsta z przeszłości pośród osamotnionych połaci białej Islandii w „Pamiętam cię” Yrsy Sigurðardóttir.

Są takie miejsca, które swoją atmosferą mówią więcej niż tysiące słów. Tworzą nieporównywalny z niczym klimat, osaczają swoich mieszkańców i wpływają na ich dusze. Takim miejscem jest literacka Islandia, która w książkach staje się mroczną, ciemną krainą, pełną zbłąkanych, skrytych ludzi. Światło zdaje się być tutaj wiecznie przymglone, opatulone białą chmurą. Słońce nie daje ciepła, nie daje ukojenia, ale gaśnie szybko, tak jak sama nadzieja. Śnieg ma wiele odcieni przygnębiającej szarości lub obezwładniającej, hipnotyzującej bieli. Tutaj człowiek nawet pośród ludzi jest samotny i nigdzie nie znajdzie wytchnienia.

Opuszczona osada na dalekiej północy Islandii, odcięta od cywilizacji, a w niej samotny dom. Dom, który dawniej przeżył już swoje, a który dzisiaj planuje wyremontować troje przyjaciół. Niestety ambitny plan przerywają niepokojące wydarzenia i cudza obecność pośród murów. W tym samym czasie dochodzi do aktu wandalizmu w przedszkolu, który w dziwny sposób przypomina identyczny akt wandalizmu sprzed ponad pięćdziesięciu lat. A wszystko to połączone jest w jakiś sposób z zaginięciami dwóch małych chłopców, również oddalonymi w czasie, pozornie niepowiązanych w żaden sposób. Teraz martwi mają głos i żywi będą zmuszeni, by go usłyszeć.

Klaustrofobiczna, przepełniona bielą, lodem i ogłuszającą ciszą atmosfera „Pamiętam cię” sprawia, że czytelnik zamiera podczas lektury, słyszy jedynie bicie swojego otępiałego serca i czuje, że dosłownie mrozi mu krew w żyłach. Yrsa Sigurðardóttir wie jak opętać czytelnika, wie, jak go zaskoczyć, tak, żeby wystraszył się diabelnie, wystraszył się na przysłowiową śmierć i dopilnował, żeby jej kolejne powieści czytać już przy w pełni zapalonym świetle, letnim, rozkwitnionym wieczorem. Ta powieść sprawia takie wrażenie, że Islandia to kilka osób na krzyż, mała zamknięta i powiązana ze sobą społeczność. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby tak właśnie było. Tutaj wszyscy są powiązani, tajemnice sięgają wielu lat wstecz, wciąż mają wpływ na teraźniejszość, a jednocześnie każdy odwraca wzrok, woli nie drążyć i nie dociekać. Milczenie w samotności – tak można się prześlizgnąć i być może uniknąć zemsty.

Kto liczył na kryminalną intrygę ze szczyptą grozy, ten podczas lektury „Pamiętam cię” został nieźle zbity z tropu. Yrsa Sigurðardóttir serwuje pełnokrwisty horror, opowieść, która być może byłaby całkiem zwyczajna w swojej straszności, gdyby nie ten islandzki sznyt, gdyby nie ta atmosfera białej otchłani, w której nawet emocje widać jakby spod grubej warstwy lodu. Przeraża obojętnością, przeraża przygnębiającą samotnością i ludzkim okrucieństwem też.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo słyszę kroki, chociaż wszystkie drzwi są zamknięte.

O.

Komentarze do: “Bezsenne Środy: „Pamiętam cię” Yrsa Sigurðardóttir – recenzja

Dodaj komentarz