Bezsenne Środy: „Piknik pod Wiszącą Skałą” Joan Lindsey – recenzja

Kultowa australijska powieść, która swojego czasu wywołała niemałe zamieszanie, a która do dzisiaj urzeka swoją gotycką niesamowitością – „Piknik pod Wiszącą Skałą” Joan Lindsey.

„Ach, czy wszystko, co się zda,
Jak sen we śnie jeno trwa?”

/Sen we śnie, Edgar Allan Poe, przeł. Włodzimierz Lewik

Podobno wszystko zaczęło się od sennego widziadła samej pisarki. Letni piknik pod Wiszącą Skałą, masywem skalnym, który Joan Lindsey pamiętała ze swoich dziecięcych lat. A podczas pikniku, pośród śmiechów, ploteczek i radości rodzi się tajemnica. Coś czyha pośród rozgrzanych do białości skał, jakaś groza nieodgadniona, która pochłania życia. Wydany w Australii w 1967 roku „Piknik pod Wiszącą Skałą” stał się z miejsca fenomenem na skalę narodową – czytelnicy przekonani o prawdziwości opisanych wypadków przeszukiwali archiwa, domagali się odpowiedzi, pielgrzymowali do miejsca wydarzeń. Do dzisiaj oniryczna, ciężka atmosfera całości wciąga i hipnotyzuje, pomimo że odpowiedzi są już od dawna znane.

„Piknik pod Wiszącą Skałą” Joan Lindsey, przeł. Wacław Niepokólczycki

Rok 1900, australijski busz, upalne lato. Uczennice z pensji madame Appleyard długo czekały na ten dzień! Dzień Świętego Walentego, dzień pikniku pod Wiszącą Skałą! Dwadzieścia dziewczynek i dwie nauczycielki wyruszyły w drogę pod masyw skalny na tereny piknikowe, by tam spędzić spokojny i leniwy dzień. Po posiłku trzy dziewczynki i jedna nauczycielka postanowiły przejść się w okolice skał i zaginęły bez śladu. Powróciła tylko jedna z nich, najmłodsza, nie pamiętając żadnych szczegółów. Zagadka zaginięcia dziewczynek wywołuje niemałe zamieszanie wśród lokalnej społeczności. Rozpoczyna się śledztwo, a wydarzenia biegną na łeb na szyję nieodwracalnie zmieniając oblicze  spokojnej dotąd okolicy.

„Własnym oczom nie wierzyłem, że parę rozsądnych osób może tak szybko zniknąć na stosunkowo małym obszarze, nie pozostawiając żadnych śladów. Do dziś jest to dla mnie tajemnicą.”

„Piknik pod Wiszącą Skałą” to nie jest horror, ale raczej gotycka groza obyczajowa, której sedno tkwi w kumulującej się atmosferze niesamowitości. Od pierwszych chwil wyjazdu dziewcząt coś jest nie tak, jak powinno być. Wszystkie zegarki stają w miejscu, powietrze jest ciężkie, senne, a  odwieczne skały dziwnie przyciągające… Dźwięki niosą się inaczej niż zwykle, a w okolicy masywu nawet perspektywa zdaje się być zaburzona. Cokolwiek przytrafiło się pensjonarkom pozostaje do końca nieodgadnione*, ale czujemy w głębi, że nigdy więcej ich nie zobaczymy. To napięcie jest najbardziej znaczące dla tej historii i wszystkich bohaterów, którzy zostają w nią wplątani. Mała społeczność zostaje obezwładniona przez zagadkę, a czytelnik pochłonięty przez narodziny legendy.

„Podążają wszystkie w milczeniu gęsiego do podnóża skały, każda zamknięta w swoim własnym świecie postrzegania, nieświadoma napięć i natężeń w tej stopionej masie, nieświadoma zgrzytów, drżeń, błądzących prądów powietrza, znanych jedynie mądrym nietoperzom wiszącym do góry nogami pod stropami zimnych i wilgotnych jaskiń. Żadna z dziewcząt nie widzi ani nie słyszy węża wlokącego swe miedziane sploty po kamieniach. Ani panicznej ucieczki pająków, gąsienic i stonóg z butwiejących liści i kory. Nie ma ścieżek w tej części góry. Jeśli zaś nawet kiedyś były, dawno zostały zatarte.”

Nie dziwota, że „Piknik pod Wiszącą Skałą” zrobił na australijskich odbiorcach tak piorunujące wrażenie, chociaż czytelnicy nie powinni spodziewać się fajerwerków emocji. Pomimo tego, że to w gruncie rzeczy powieść obyczajowa z gotyckim sznytem, miejscami nawet monotonna, to jest w tej historii coś hipnotyzującego, coś, co intryguje, a co sprawia, że z łatwością można uwierzyć w prawdziwość opisanych wydarzeń. W końcu zaginięcia w australijskim buszu to nic nowego, a sama atmosfera Australii, aborygeńskich wierzeń i ogromu terenu, który wciąż wydaje się dziwnie pierwotny sprawia, że czytelnika ogarnia swoisty niepokój. W tym niepokoju tkwi siła powieści Joan Lindsey i chociaż nie straszy nic a nic, to samo zniknięcie młodziutkich dziewuszek w pełnym słońcu, w taki piękny dzień jak tamtego 14 lutego 1900 wywołuje ciarki na plecach.

Powieść kultowa, którą każdy wielbiciel grozy powinien poznać.

Dzisiaj nie zmrużę oka, bo… czas stanął w miejscu.

O.

*Kochani! „Piknik pod Wiszącą Skałą” ukazywał się w Polsce kilkukrotnie, dlatego można go upolować nie tylko w nowym wydaniu, ale też warto poszukać wydań z lat wcześniejszych (1991 i 2004 roku) w bibliotekach i w antykwariatach.

**Ciekawostka: w pierwotnym rękopisie „Pikniku pod Wiszącą Skałą” Joan Lindsey umieściła ostatni rozdział, który wyjaśnia zagadkę, jednak na prośbę wydawcy, pisarka zdecydowała się usunąć go z książki. Zaznaczyła jednak, by wydać go po jej śmierci, co stało się pod koniec lat 80., kiedy ukazał się „Sekret Wiszącej Skały”, w którym zagadka zostaje w końcu wyjaśniona tak, jak chciała sama pisarka. W polskim wydaniu nie znajdziemy tego zakończenia, ale oryginalną wersją z 1967 roku.

***Zapraszam na film! 

5 myśli w temacie “Bezsenne Środy: „Piknik pod Wiszącą Skałą” Joan Lindsey – recenzja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s