„Wdowinek” Anna Fryczkowska – recenzja

Nie każdy powrót do domu to powrót do rodzinnego gniazda, tym bardziej do miejsca, w którym wciąż czają się demony przeszłości jak w „Wdowinku” Anny Fryczkowskiej.

Po dziesięciu latach nieobecności i ograniczonych kontaktów do rodzinnych Świątkowic powraca Aniela na pogrzeb młodszego brata. Splot niefortunnych wydarzeń zmusi ją, by przedłużyła swój pobyt w domu, u boku niedomagającej chwilowo matki, w otoczeniu dawnych znajomych i cieni przeszłości. Na nowo poznaje dawne tak bliskie jej strony, wspomina swoje dzieciństwo i czas dorastania, spotyka tych, z którymi zdążyła już kiedyś raz się pożegnać. Musi jednak stawić również czoła wydarzeniom sprzed lat i piekłu, które zmieniło jej życie na zawsze.

„Stała się na nowina,
Pani pana zabiła,
W ogródku go schowała,
Ruty na nim posiała…

U Anny Fryczkowskiej na pierwszy plan wysuwa się tajemnica, która nosi w Świątkowicach wiele twarzy. Tajemnica przeszłości Anieli, tajemnica jej matki, tajemnica kobiet w miasteczku, tajemnica sąsiadów, tajemnica jej najbliższych. To właśnie ta tajemnica napędza fabułę i sprawia, że czytelnik jak zahipnotyzowany sunie przez opowieści o przemocy rodzinnej, przemocy domowej, przemocy, która zapisuje się w genach i przekazywana jest niemal jak choroba genetyczna, z pokolenia na pokolenie. To także opowieść o rodzinie i o tym, do czego jesteśmy zdolni, by chronić naszych najbliższych, kiedy wszystko już zostanie postawione na jedną kartę. To także opowieść o powrocie i pogodzeniu się z tym, co było, co już nie wróci, ale na zawsze zapisało się w naszej duszy.

„Wdowinek” z jednej strony może wydawać się zwyczajną powieścią obyczajową jakich wiele, ale Anna Fryczkowska zadbała o to, by całość czytało się jak najlepszy kryminał, jak dreszczowiec z kobiecą nutą, od którego nie sposób się oderwać. Niby można domyślić się fabuły, od pierwszych scen zdaje się być przewidywalna, ale zanim dotrzemy do końca spotka czytelnika niejedno zaskoczenie. Warto podejść do lektury przygotowanym na pewne schematy, na klisze, które niejako wiążą się z poruszoną przez autorkę tematyką oraz miejscem wydarzeń. Czeka na nas nieduże, ciasne miasteczko, wieś nawet dla niektórych, a w nich mała społeczność, w której wszyscy o sobie wszystko wiedzą, milczą o tym, co boli, a na głos prawią same frazesy. A w tym miasteczku odmieniec, czarna plama, która powraca, by przez przypadek wyciągnąć to, co czaiło się w cieniu. Tak przygotowanym można zabrać się za lekturę – dla czystej przyjemności czytania.

O.

*Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki. <3

**Zapraszam na filmik i na KONKURS!

Komentarze do: “„Wdowinek” Anna Fryczkowska – recenzja

  1. Euklideska napisał(a):

    No to zgodnie z zaleceniem podejdę do lektury przygotowana na klisze, ale na pozytywnie. 🙂

Dodaj komentarz